Nie dam zrobić z siebie niewolnika
Szymon Wydra (29l.): Mam dystans do pieniędzy. Kiedyś z trudem znajdowałem je na chleb…
Zdaniem krytyków muzycznych ten rok będzie należał właśnie do niego. Szymon podbija serca fanek nie tylko głosem, ale i wyglądem. Nie zmieniło tego nawet to, że obciął długie włosy.
Jego piosenki szturmem zdobywają najwyższe miejsca na listach przebojów. Złośliwi twierdzą, że nawet po finale programu „Idol”, do którego doszedł kilka lat temu, nie było o nim tak głośno, jak obecnie. Co się więc zmieniło? – Po prostu staram się dobrze wykonywać swoją robotę. Jeśli ludzie, dla których śpiewam, to zauważyli i docenili, jestem im ogromnie wdzięczny – mówi Szymon Wydra.
- Program „Idol” nie pomógł mi w zrobieniu kariery, bo… to właśnie jest taki program. Masz wyjść na scenę, ładnie się ubrać, uśmiechać się i zaśpiewać znaną piosenkę. I na tym koniec. Dla producentów ważna jest przede wszystkim oglądalność programu, uczestnik jest tylko dodatkiem, tłem. Dlatego postanowiłem sobie, że sam będę jak najwięcej jeździł z koncertami po Polsce. Chciałem poznawać ludzi, pokazywać im, że warto słuchać moich piosenek. I że w ogóle jest taki facet – Szymon Wydra, który razem z zespołem Carpe Diem chce dla nich śpiewać…
Nie śpiewam pod publiczkę
Szymon podkreśla, że w osiągnięciu popularności pomogła mu determinacja. Twierdzi, że nigdy nie miał planu „B” na życie. Swoją przyszłość wiązał tylko z muzyką. – Przez to niektórzy uważali mnie za szalonego, wręcz chorobliwego… optymistę. Tłumaczyli, że w naszym kraju młodzi artyści, be nazwiska po sławnych rodzicach, nie mają szans na przebicie się na tynku muzycznym – mówi Szymon. – Ja się jednak uparłem, że będę śpiewał. I że ludzie pewnego dnia skojarzą, kto to jest ten Wydra… I skojarzyli. Widzę to na przykład po mojej skrzynce mailowej. Ciągle się zapycha… Nawet teraz mam w niej dokładnie 957 maili od fanów. Kurcze, kiedy ja na nie wszystkie odpiszę?!
Jeden z maili utkwił szczególnie Szymonowi w pamięci.
- Napisała do mnie dziewczyna, która usłyszała od lekarzy, że ma przed sobą zaledwie 5 miesięcy życia. Przeszła różne operacje, dializy nerek. Nic nie pomagało. Jedna sprawa mnie zastanowiła. Ta dziewczyna wcale nie żaliła się na swój los. Napisała, że słucha moich piosenek, bo w każdej z nich jest nadzieja, która dodaje jej sił do walki o jutro. Ryczałem jak bóbr, czytając tego maila… - opowiada Szymon.
Ne wstydzi się przyznać, że łatwo ulega emocjom. Na przykład łatwo się wkurza, gdy słyszy zarzuty, że piosenki Carpe Diem są… do siebie bardzo podobne. – Zapewniam, nie robimy tego pod publiczkę. Piosenki są takie, jakich oczekują nasi fani i na jakich nam samym zależy. I co z tego, że nie odkrywamy w nich Ameryki. Zostawimy to Kolumbom polskiego rynku muzycznego – mówi Szymon.
- A jest ich wielu… Niektórzy młodzi autorzy tekstów chętnie wykorzystują przekleństwa albo szczegółowo opisują, co robić w krzakach z panienką. Okropieństwo! Młodzież jednak „kupuje” takie hiciory. Dla mnie to jednak byłby żaden powód do dumy.
Popularność Szymona wywołała lawinę „życzliwych” donosów do prasy, jak to jest on teraz finansowo nieźle ustawionym facetem. W rankingach niektórych pism pojawia się jako jedna z lepszych partii do wzięcia.
- Nie ma sensu komentować takich rewelacji. Z dwóch powodów. Nie jestem sam, ale na prośbę mojej partnerki nie chcę ciągnąć tego tematu… Co zaś się tyczy rzekomej „niezłej forsy”, to jest to totalna bzdura – mówi Szymon.
- Wielu ludzi myśli: „Gościu pośpiewa sobie półtorej godzinki i dostaje za to kasę. Ja muszę na nią harować tydzień”. Nic podobnego. Praca przynosi mi więcej satysfakcji niż pieniędzy… Na szczęście nie jestem przyzwyczajony do luksusów, więc nie narzekam na swój los. Cieszę się z tego, co mam. Naprawdę nie muszę mieć wypasionego superauta. Chciałbym zarabiać tyle, by mieć pewność, że gdy kupię dziecku zabawkę, to zostaną pieniądze jeszcze na kolację…
W święta chodziłem wokół sklepu…
Szymon dobrze wie, co to znaczy nie mieć pieniędzy. Wyprowadził się z domu, gdy miał 19 lat. Postanowił, że będzie samodzielny. – Zdarzało mi się wejść do sklepu i biorąc chleb, dokładnie patrzeć na jego cenę. Nie sięgałem po ten paczkowany i krojony, bo wiedziałem, że jest „aż” 30 groszy droższy od zwykłego. A kiedy wybierałem margarynę, patrzyłem na… wagę. Nie mówię tego dlatego, żeby się wyżalić, jaki biedny był Wydra. Po prostu chcę pokazać, że mam dystans do pieniędzy. Nie byłem i nigdy nie będę ich niewolnikiem – mówi. Mieszkając w Radomiu, swoim rodzinnym mieście, nie miał szans, by zrobić muzyczną karierę, więc przeniósł się do Warszawy. Nie miał tam znajomości ani układów. Przez cztery lata próbował wybić się na rynku muzycznym. Na próżno. Imał się różnych zajęć, by wiązać koniec z końcem. I cały czas próbował się przebić przez mur obojętności, jaki otacza młode talenty… - Pracowałem na przykład jako ochroniarz w supermarkecie. Raz spędziłem Wigilię, pilnując sklepu. Miałem dyżur na zewnątrz, przy siarczystym mrozie… Rodzice zrobili mi niespodziankę i przyjechali z Radomia, by złożyć mi życzenia. Wspólnie chodziliśmy wokół sklepu… - wspomina Szymon. Nie zapomni tej Wigilii z jeszcze jednego powodu.
- Dwie godziny po odjeździe rodziców cudem przeżyłem napad na sklep – opowiada. – Zostałem zaatakowany przez bandytę paralizatorem. Przez dwa tygodnie leżałem w szpitalu sparaliżowany. Lekarze nie wiedzieli, czy ten stan potrwa miesiąc, rok… Wtedy dotarło do mnie, że omal nie straciłem życia za 2,79 zł za godzinę pracy… Dlatego doceniam każdą złotówkę, którą zarabiam śpiewając na koncertach. Mam szacunek do ludzi, którzy tak jak ja dawniej pracują za marne parę groszy, narażając swoje życie…
Krzysztof Owczarek
Ramki:
Nie lubi, gdy ktoś mówi o nim „gwiazda”. – Jestem facetem, który chce dobrze wykonywać swoją robotę – mówi Szymon.
Czuje wsparcie rodziny, pomaga innym
Miał 19 lat, gdy wyprowadził się z domu. Jednak wiedział, że rodzice zawsze przyjmą go z otwartymi ramionami.
Nie ma teraz zbyt wiele czasu, by odwiedzić rodzinny Radom, dom, czworonożnego pupila…
Nie odmawia, gdy ktokolwiek poprosi go o udział w akcjach charytatywnych.
Zapracował na swój sukces!
Jego kariera nie była dziełem przypadku, tylko efektem ciężkiej pracy. Zanim wziął udział w programie „Idol”, koncertował ze swoim zespołem Carpe Diem. Na swoje muzyczne urodziny zaprosił go nawet legendarny Grzegorz Ciechowski.
Zaczął być rozpoznawalny po udziale w programie „Idol”.
Wywiady, sesje zdjęciowe, autografy… Znajomi Szymona są pewni, że sława na pewno nie przewróci mu w głowie.
Na koncertach Szymona i Carpe Diem miejsca są wypełnione do ostatniego.
|