WYWIAD Z SZYMONEM WYDRĄ - Bravo
Na żywo wygląda równie dobrze, jak prezentował się na ekranie telewizji, tyle, że trochę lepiej. Jest sympatyczny, dowcipny i co najważniejsze: szczęśliwy. Teraz nadszedł jego czas!
A kasa, jachty...
Szymon Wydra: Twórczość Kasy nawet mi się podoba. Fajny kielecki raper. A jeśli chodzi o moje marzenia... chciałbym dać coś ludziom.
Sz.: Dać coś co będzie ich pozytywnie nastrajać na dalszą egzystencję.
Czy pamiętasz taki moment, kiedy po raz pierwszy dotarło do Ciebie, że muzyka jest tym czymś, co chcesz robić w swoim życiu?
Sz.: Poszedłem do ogniska muzycznego na gitarę klasyczną. Jestem dyplomowanym gitarzystą klasycznym. A śpiewanie? Przypadkiem. Tak jakoś wyszło. Nigdy nie uczyłem się śpiewać, może nie było mi to potrzebne... (śmiech). Po prostu śpiewanie samo się pojawiło w pewnym momencie, nie wiem skąd. Zawsze wierzyłem w siebie.
To w takim razie: Jaka jest najważniejsza cecha Idola?
Sz.: Musi mieć dystans do tego co robi. Nie uważam, żeby idol był święty. Niech on będzie ludzki. Niech nie zmienia się na chwilę, bo świat go polubi tylko na chwilę. Potem wszyscy się zorientują, że udaje. Chce się im przypodobać.
Gdybyś miał okazję przeżyć jeden dzień z życia Twojego Idola, kto to by był?
Sz.: Gosia Stępień. (Obok Szymon siedziała Gosia, wywiad był przeprowadzany z obojgiem uczestkików, Gosia odpowiedziała: Szymon Wydra :-)
A artyści? Z jakim utożsamiasz się?
Sz.: Ogólnie mówiąc pociąga mnie muzyka progresywna. Nie ma takiego wykonawcy, którego twórczość od początku do końca podobałaby mi się. Jest kilku takich artystów, których barwa głosu podoba mi się, ale oni nie wykorzystują tego, tak jak mogliby. Dlatego pewnie, nie ma takiego wykonawcy, czy grupy, którego twórczość podobałaby mi się od początku do końca. To jest dowód na to, że nie można mieć klapek na oczach. Trzeba słuchać tego co się dzieje i wyciągać wnioski.
Czy jest jakiś utwór, który zawsze chciałeś zaśpiewać, ale nigdy nie starczyło Ci odwagi, aby to zrobić?
Sz.: Nigdy nie myślałem w ten sposób.... Jest piękna ballada, kiedyś usłyszałem ją, nie wiem nawet kto to śpiewa, kto napisał ten tekst, nawet nie do końca go rozumiem, ale to pewnie dlatego, że jest po... japońsku (śmiech). Dlatego nie odważyłem się jej zaśpiewać... (śmiech).
Który moment, występ w programie wspominasz najmilej?
Koncert muzyki rockowej. Każdą z wykonanych podczas tamtego koncertu piosenek mógłbym zaśpiewać. Czułem się w tym znakomicie. Byłem w swoim żywiole. Tym bardziej, że były to utwory melodyjne, a ja uważam, że muzyka rockowa ma szanse odbić się od obecnej sytuacji jeśli będą je bronić melodie. Melodia jest bardzo ważna. A tamten koncert taki właśnie był, same melodyjne przeboje.
Jak chcielibyście, aby brzmiała Wasza muzyka?
Sz.: Jeśli chodzi o mnie i moją płytę, to będzie to muzyka gitarowa.
Gosia Stępień: A pierwszym utworem, który będzie reprezentował Szymona będzie "Gdybym był bogaty..." (śmiech)
Sz.: Dokładnie tak. (śmiech) Nie będzie to muzyka oscylująca wokół ciężkiego, ostrego uderzenia. Bo gdybym nagrał płytę z ostrymi kawałkami, to był zrobił dokładnie to czego nie chcę zrobić. Do Idola zgłosiłem się, żeby trafić do jak największego grona słuchaczy, zarazić ich muzyką gitarową. Muzyką, która, jak niektórzy twierdzą, zanika dzisiaj. Może i mają rację. Jeżeli od razu "zapodałbym" ciężką muzykę, to trafiłbym do bardzo wąskiego grona odbiorców. A ja chcę spokojnie, powoli docierać do celu. Na razie moja muzyka będzie oscylować wokół twórczości zespołu Creed. Coś takiego. Jeśli się uda, to będzie dobrze.
Czy sam będziesz autorem śpiewanych przez Ciebie piosenek?
Sz.: W moim przypadku będzie to muzyka mojego zespołu, Carpe Diem, muzyka, która drzemie w nas. Znamy się jak "łyse konie", jesteśmy ze sobą związani emocjonalnie. Postaram się napisać większość jeśli nie wszystkie teksty na tę płytę. Ale nie chcę z nią startować bardzo szybko, ponieważ byłby to falstart. Tak! Jeśli miałbym propozycję wydać płytę we wrześniu tego roku, to grubo zastanawiałbym się nad tym. Nagrywając teraz album sam sobie przypieczętowałbym etykietkę "Szymon Wydra, ten z Idola". Nie chcę tak. Program Idol wiele dał Szymonowi Wydrze, ale i Szymon Wydra, jak i inni uczestnicy Idola, dużo dali programowi. Chociażby to, że ludzie uwierzyli w siebie.
Na eliminacje do drugiej edycji Idola zgłaszają się tysiące chętnych. Program Idol nie nauczył nas śpiewać, ale otworzył nam drzwi. My pokazaliśmy, że u nas w Polsce są umuzykalnieni ludzie, którzy lubią śpiewać, mają ambicję śpiewać. Masa osób, które odpadła, potrafiła nieźle śpiewać. W tym miejscu, w którym my teraz jesteśmy, nie pozwoliła im znaleźć się mniejsza aniżeli nasza odporność psychiczna. Ale prawda jest taka, że Polacy lubią i potrafią śpiewać.
To teraz pytanie z cyklu filozoficznych: Czy piosenka jest dobrym sposobem dotarcia do drugiej osoby?
Sz.: To jest kwestia... jakby to powiedzieć... interpretacji! (śmiech). Ważne jest, żeby nikogo nie klonować. Postarać się dać coś z siebie, odnaleźć siebie. I wtedy taka piosenka przekonuje.
A jak było z piosenkami, które śpiewaliście w programie? Czy sami wybieraliście utwory, które później śpiewaliście?
Sz.: I wtedy robiliśmy losowanie. W ten sposób, dostałem "Skrzypka na dachu". W takich sytuacjach trzeba było wykorzystać swoje doświadczenie sceniczne. Nie wolno się poddawać. Trzeba podejść wtedy do śpiewania z dowcipem.
Czy muzyka, która teraz powstaje jest Waszym zdaniem lepsza, czy gorsza od tej sprzed lat? A może to brak pomysłów?
Sz.: Jest bardzo dużo artystów, którzy tworzą in cognito, gdzieś w podziemiu, bo nie mają szczęścia. Wszystko sprowadza się, tak naprawdę, do Warszawy. A przecież Warszawa to nie jest cała Polska! Ludzie mieszkający w stolicy zatracili poczucie rzeczywistości. Jest masa ludzi umuzykalnionych spoza Warszawy, tylko nie mają siły przebicia, na nich nie ma, ani czasu, ani pieniędzy. I jest właśnie ból.
Teraz rozpoczyna się nowy okres w Waszym życiu. Wróćmy na chwilę do przeszłości - potrafilibyście wymienić najpiękniejsze, najważniejsze chwile Waszego życia niekoniecznie związane z muzyką?
Sz.: Ciekawe pytanie... Była masa takich pięknych chwil. Sam mój zespół ma dziesięć lat. Kiedyś marzyłem, żeby wystąpić razem z największymi rockomenami... I udało się. Zadzwonił do mnie pan Nowak z TSA i zaproponował wspólne granie. Carpe Diem było pierwszym zespołem, który zagrał z TSA po ich reaktywowaniu się. Nie byliśmy ich supportem, ale graliśmy na równych zasadach. Nawet zaprosili nas, abyśmy na dwa składy wykonali jeden utwór na scenie. Takich niesamowitych momentów było wiele, mógłbym ich wymieniać w nieskończoność. "Szansa na sukces" i to dwukrotnie. Za każdym razem wracałem z "tarczą", raz z wyróżnieniem, raz zwycięstwo. Elżbieta Skrętkowska zaprosiła mnie do udziału w największym przedsięwzięciu jakie miało miejsce w telewizji, "Szansa na dobry sylwester". Solo zaśpiewałem dwie piosenki, choć na jednego uczestnika nie przypadał jeden utwór! To był dla mnie medialny sukces. Udało się!