Wywiad z Szymonem Wydrą (Gala)
Czy wiesz, jak wygląda wydra?
No pewnie. Futerkowe zwierzątko, takie krnąbrne i niesforne. Jak ja.
Czego nie robiłeś w życiu?
Starałem się imać różnych prac, żeby sobie nie pluć w brodę, że czegoś nie spróbowałem. Nie robiłem rzeczy, których bym się wstydził. Nie kradłem.
Z wykształcenia jesteś technikiem?
Technikiem mechanikiem. Eksploatacja maszyn, urządzeń mechanicznych i inne takie rzeczy.
To Cię interesowało?
Kompletny przypadek. W jednej ze szkół średnich zrezygnowano z moich usług i poszedłem do technikum. Tam najlepiej z całej szkoły zdałem maturę.
Pracowałeś jako instruktor muzyczny?
Pracowałem w Domu Kultury Borki. Prowadziłem zespoły muzyczne. Organizowałem imprezy, koncerty. Radom to miasto bardzo biedne, nie ma z czego żyć. Kiedy dostałem tę propozycję pracy, chętnie się zgodziłem. Zarabiałem niewiele, starczało na bilet autobusowy, jakieś książki. To nauczyło mnie pokory. I szacunku dla każdej pracy.
Byłeś pracownikiem firmy Levi's. Sprzedawałeś spodnie?
Przyjechałem do Warszawy, szukałem pracy i trafiła mi się robota w dystrybucji ubrań. Rozsyłałem je po kraju, segregowałem. Jeździłem wózkiem widłowym.
Byłeś też serwisantem mebli biurowych.
W hotelach, biurach, firmach skręcałem meble.
A sprzedawcą w sklepie spożywczo-monopolowym?
Też byłem. I ochroniarzem. Potraktowali mnie prądem z paralizatora, bo był napad na sklep. Nie warto leżeć w śniegu za 2,70 za godzinę.
Ty - muzyk, gitarzysta klasyczny - jeździłeś na wózku widłowym, skręcałeś meble. Nie odczuwałeś tego, jako straty czasu?
Wymyślałem wtedy piosenki, więc nie traciłem czasu.
W te różne prace uciekałeś przed ojcem i domem?
To program IDOL rozdmuchał moje problemy z ojcem. Ludzie myśleli, że się nożami rzucaliśmy. On chciał dla mnie dobrze. Nie zawsze we mnie wierzył. Nie pozwalał mi nosić długich włosów. Wyprowadziłem się z domu. Zamieszkałem w suterenie, gdzie nie było ogrzewania. Wodę miałem w garażu, trzeba było przejść przez podwórko. Sufit był tak nisko, że dotykałem go głową, nie mogłem się nawet wyprostować. Było tam tylko łóżko. Otwierasz drzwi, jak do budy dla psa- i hop na posłanie. Chciałem pokazać, że sobie poradzę, nawet w takich warunkach. Ojciec zrozumiał, że nie wrócę. Przyjeżdżał do mnie, siadaliśmy, bo tam nic innego nie można było zrobić, i gadaliśmy.
Mieszkasz z rodzicami?
Mieszkam w starym, przedwojennym drewnianym domku w Radomiu. Zdrowy, tylko zimny. Mam tam swoje płyty, łóżko, stół i mnóstwo haftowanych obrazków. Moja babcia jest hafciarką. W tych obrazach jest tyle finezji. Wyglądają jak malowane.
Mówisz, że muzyka była z Tobą od zawsze?
Jestem gitarzystą klasycznym, mam dyplom. W 1992 roku założyłem zespół Carpe Diem. Jakimś cudem zacząłem śpiewać. Jestem samoukiem.
Zamiast korzystać ze swoich pięciu minut po IDOLU i robić karierę indywidualną, wydajesz płytę z zespołem Carpe Diem, którego nikt nie zna...
Chłopcy są dobrymi muzykami. Wspólnie gramy i tworzymy od kilku lat. Nie mógłbym ich zostawić.
Co lubisz poza muzyką?
Piłkę nożną. Kocham piłkę nożną. Dziadek zabierał mnie na mecze Radomiaka. Grałem w juniorach. Lubię też kobiety, ale nie kolekcjonować je i porzucać. Uczę się od kobiet.
"Muzyka to jedyna rzecz, która mnie nie zdradziła". A kobieta?
Kobieta zdradziła. Byłem kiedyś bardzo zakochany. Ona mnie zostawiła, a muzyka wciąż jest ze mną. Z muzyką jestem wciąż blisko i na ty.
Miałeś powodzenie u kobiet?
Miałem i mam.
Teraz masz kogoś bliskiego?
Nie mam dziewczyny. Jestem w ciągłej podróży. Wydra mieszka w pociągu.
Jesteś gotowy na miłość? Umiem, potrafię, chcę kochać.
Rozmawiała Dorota Wellman