Epizod Idola
alge, fanclub@wydra.pl , http://www.wydra.pl/fanklub/carpe_diem_index.htm



Wywiad z Szymonem Wydrą - Słowo Ludu

Zespół Carpe Diem powstał w 1992, jednak prawdziwą karierę umożliwił mu udział Szymona Wydry, wokalisty grupy, w finale telewizyjnego „Idola”. Szymon co prawda nie wygrał, ale stał się osobą popularną, dzięki czemu debiutancki album formacji zatytułowany „Teraz wiem” pojawił się na rynku. Szymona spotkaliśmy niedawno w redakcji kieleckiego Radia TAK, gdzie rozdawał autografy i rozmawiał z grupą fanów.

Jakie były początki waszej artystycznej  drogi?

Zaczęło się 11 lat temu, gdy na lekcji historii padło hasło carpe diem i poczułem, że jest to moje drugie imię. Wtedy powstała kapela, która do dziś tak się nazywa.

Na przestrzeni tych lat często występowaliście, zebraliście dużo nagród i dużo dobrych recenzji.

W obecnym składzie gramy dopiero dwa lata. Kiedyś liczyliśmy, ile osób przewinęło się przez zespół i wyszło coś około trzydziestu. Przez te lata działy się różne historie, festiwale, nagrody. Ale najważniejsze jest to, że w tych ciężkich czasach nie przestaliśmy istnieć, a gdyby „Idola” nie było, też byśmy cały czas grali.

Powszechna jest opinia, że wyszliście z cienia dzięki „Idolowi”.

Nie chcę być identyfikowany wyłącznie z „Idolem”, bo to był epizod, przed którym wiecznie kwiatów składać nie będę. On trwał 5 miesięcy, a Carpe Diem trwa lat jedenaście.

Na wydanie płyty trzeba w Polsce długo czekać.

To jest cholernie irytujące. Jestem wściekły, jak sobie o tym pomyślę. „Idol” uświadamia nam,  w jak dramatycznej sytuacji jest rynek muzyczny. Nie chodzi mi o to, że sam program jest zły. Gdyby tak było, to nigdy bym w nim nie wystąpił. Dramatem jest to, iż zgłaszają się do niego tysiące ludzi, bo jest to dla nich ostatnia deska ratunku.

Czy wasza płyta adresowana jest do konkretnych odbiorców?

Jeżeli zespół składa się z facetów, to wiadomo, że 70% publiczności to kobiety. A poważnie – jeżeli nasza muzyka postrzegana jest jako optymistyczna, to wiadomo, że chcemy dotrzeć do tych , którym optymizm jest potrzebny.

Na płycie nie ma nazwisk kompozytorów i autorów tekstów. To zbiorowe dzieło?

Na płycie jest 11 utworów o charakterze rockowym. Wszystkie są stworzone przez cały zespół. Starsze utwory niesamowicie ewoluowały. Na początku była to niemal piosenka literacka. Chwalę to sobie, bo słowo jest dla mnie nadal bardzo istotne. Nienawidzę śpiewać o pierdołach. Człowiek cały czas się rozwija, dojrzewaliśmy muzycznie. Dzisiaj rock to nie tylko solówki i riffy. Dzisiaj to także operowanie ciszą i mnóstwo emocji.

Podobno płytę dedykowałeś „loży szyderców”. O kogo chodzi?

Płyta pozwoliła nam dać się poznać szerszej publiczności. Mamy mnóstwo prawdziwych fanów, ale i fałszywych przyjaciół, którzy teraz, gdy sukces stał się naszym udziałem, przypomnieli sobie o nas. Odbieram wiele telefonów od osób tzw. Wysoko postawionych, które do niedawna zamykały mi drzwi przed nosem, a na propozycję koncertu reagowały niechęcią. Loża szyderców to wszyscy ci, którzy potrafią tylko krytykować, opiniować, a od siebie jeszcze zupełnie nic nie dali.

Pochodzicie z Radomia. Czy tak jak kielczanie – Piasek, Kasa – czujecie więź z regionem? Kielczanie na przykład założyli w Warszawie „Klub Ziomka”.

Nie, w Radomiu nie ma takiego środowiska. Zazdroszczę wam, bo w Kielcach udało się je stworzyć. Poza Piaskiem, Kasą, Mafią, jest świetny ANKH, Włodek Kiniorski, wielkie środowisko jazzowe. Jest czego gratulować. Nie wierzę w teorię, że u was czy u nas nic się nie dzieje. Ludzie zwykli tak mawiać, bo nie umieją tego czegoś poszukać.

Jak odnajdujecie się w tzw. show-biznesie?

Nadal jesteśmy normalnymi ludźmi. Dziwi mnie, że czasem ktoś, kto widzi mnie na ulicy, obawia się podejść i zagadać, bo widuje mnie w telewizji. Telewizja ma jakąś magię, ale nie może tworzyć bariery między artystą a słuchaczem. Jeżeli ktoś „gwiazdorzy” to znaczy, że mu zwyczajnie odbija. Najgorsza rzecz, jaka może się przydarzyć człowiekowi funkcjonującemu w mediach, to „woda sodowa”. No i różne plotki. Że nie mogę zjawić się na jakimś spotkaniu, bo siedzę w więzieniu, że już się rozwiodłem, a teraz będę ojcem dziecka, które urodzi zupełnie nieznana mi kobieta. Bzdury.

Czy nie irytuje Cię czasami, że jesteś postrzegany najpierw jako „Idol”, a dopiero potem jako muzyk?

Przede wszystkim jestem muzykiem, a jeżeli ktoś postrzega mnie jako „Idola”, cała przyjemność po mojej stronie.

Ewa Urbańska - Felczak


2005 ©  Szymon Wydra & Carpe Diem
http://www.wydra.pl/