W życiu nie byłem nawet na jednej lekcji śpiewu
alge, fanclub@wydra.pl , http://www.wydra.pl/fanklub/index.html



W życiu nie byłem nawet na jednej lekcji śpiewu

Redaktor: Dariusz Kędzierski   

Po niedzielnym koncercie „I ty możesz zostać św. Mikołajem” porozmawialiśmy z Szymonem Wydrą, wokalistą zespołu „Carpe Diem”. Szymon dał bardzo energetyczny i spontaniczny występ, śpiewając utwór „Jak ja jej to powiem?” – bydgoska publiczność doceniła jego starania. A co można było usłyszeć po występie...?

Dariusz Kędzierski: Rozgrzałeś dziś publiczność, występ był chyba dobry, szałowy. Zaczęli tańczyć… Nie jest im zimno? Nie jest Tobie zimno? Co o tym sądzisz?

Szymon Wydra: Tak naprawdę to muzyka ma rozgrzać publiczność i mam nadzieję, że wszystkie kapele, wszystkie zespoły przyczyniły się do tego, że ludziom jest ciepło i nikt nie czuje tego grudniowego chłodu.

D.K.: Może dlatego jest ciepło, bo zagraliście szybko, rockowo, nie były to żadne smuty…

Sz.W: No nie, nie. To jest taki dzień, że mamy się bawić. Mamy ludziom dawać radość. Mam nadzieję, że stanęliśmy na wysokości zadania.

D.K: Długo już współpracujesz z TVP przy świętym Mikołaju?

Sz.W: Nie pamiętam dokładnie ile razy występowaliśmy, ale parę razy już się zdarzyło. To nie jest nasz pierwszy koncert w ramach tej akcji.

D.K: Obserwowałem twoje ruchy na scenie – perfekcyjny showman. Musiałeś przejść długą drogę od czasu występów w „Idolu”... Takie obycie sceniczne jest wrodzone czy nabyte?

Sz.W: Umówmy się – to nie jest wrodzone. W taki sposób wychodzi doświadczenie. Ale z drugiej strony przede wszystkim trzeba lubić ludzi. Dawać im wszystko, co masz najlepszego. Czad, uśmiech, jak najlepsze gesty pojednania. Jeśli to widać z naszego występu, to jest wlaśnie to, o co nam chodzi.

D.K: Czym się zajmowałeś zanim wystąpiłeś w „Idolu”?

Sz.W: Śpiewałem. Ja założyłem „Carpe Diem” w 1992 roku, a „Idol” był 10 lat później. My już mamy 16 lat!


D.K.: Czyli wasza sytuacja była podobna jak np. Eweliny Flinty – gdzieś tam śpiewaliście, ale potrzeba było większej promocji…

Sz.W: Dokładnie tak… Ewelina śpiewała chyba w zespole „Surprise”.

D.K: Ok., a kiedy zadecydowałeś, że zajmiesz się muzyką?

Sz.W: Nie, że zadecydowałem. Tak wyszło po prostu. Jak Lady Pank, swego czasu – na początku lat 80, wylansowało przebój „Mniej niż zero”, to ja miałem takie dziecięce marzenie – a byłem wtedy małym szczeniakiem, że sobie będę ich gitarzystą. Dziś już bym nie zamienił mojego zespołu na żaden inny – z całym szacunkiem dla Lady Pank. Natomiast ta fascynacja spowodowała, że poszedłem do szkoły muzycznej, zacząłem grać na gitarze i tak naprawdę jestem dyplomowanym gitarzystą. W życiu nie byłem nawet na jednej lekcji śpiewu.


D.K:  Potwierdza się moja teoria, że w większości przypadków popularność to wynik ogromnej, ciężkiej pracy. Nie jest tak, że ktoś zabłyśnie w jakimś programiku – Doda w „Barze”, Ty w „Idolu”… tylko to jest efekt wielu lat wyrzeczeń.

Sz.W: Nie, no proszę cię. Oczywiście, że to wiele lat pracy. Zanim wymyślono „Idola” to Carpe Diem miało już 10 lat. Jestem założycielem tego zespołu i gdyby „Idola” nie było, to wówczas i tak nie mielibyśmy żadnej podstawy żeby kończyć działalność. Masz rację – ciężka praca.

D.K: A nie żałujesz decyzji o występie w „Idolu” – przecież wymaga to pójścia niejako w stronę „komerchy”.

Sz.W: Nie „komerchy”, ale komercji – a to jest ogromna różnica. Już Ci tłumaczę. Otóż media zniekształciły w świadomości społeczeństwa termin „komercja”. Według dzisiejszych mediów „komercja” oznacza pociąg do zdobywania kasy i nic więcej. Nie, tak nie jest. Kasa to właśnie jest „komercha”. A „komercja” to znaczy duże grono odbiorców. Jeśli jesteś ambitnym muzykiem, ambitnym wykonawcą, który myśli, że ma ludziom coś do powiedzenia – to jasne jest, że twoją ambicją jest grać dla największego audytorium. Nie dla pięciu osób. Oczywiście, jak na koncert przyjdzie 5 osób to też ich szanuj – każdą osobę z osobna. Nie wolno ludzi traktować przedmiotowo, tylko podmiotowo. Ale przecież, jeśli przyjdzie 50 tyś. osób to chyba lepiej, prawda? Czy jeśli jesteś w taki sposób komercyjny, to jest źle?

D.K: Nie, absolutnie…

Sz.W: To jest marzenie każdego ambitnego muzyka, aby prezentować swoją twórczość przed jak największym audytorium.

D.K: Zgoda, ale źle jest wtedy, gdy ktoś naciska na ciebie abyś tworzył w taki, a nie inny sposób. Nie było takich sytuacji?

Sz.W: Racja, wtedy jest fatalnie. Takie sytuacje były i są tak naprawdę cały czas – ale generalnie mam to gdzieś. Są naciski, są jakieś tam propozycje itd. – każdy ma swoją jakąś wizję. Mówię tu o ludziach z tzw. szoł biznesu. Każdy ma jakąś wizję dotyczącą naszego zespołu – ale niestety – to nie oni są w „Carpe Diem”, tylko my.

D.K: Dziękuję za rozmowę.

Sz.W: Dziękuję.



2008 ©  Szymon Wydra & Carpe Diem
http://www.wydra.pl/