|
|
|
Wywiad
z Szymonem Wydrą - Słowo Ludu Zespół
Carpe Diem powstał w 1992, jednak prawdziwą karierę umożliwił mu udział
Szymona Wydry, wokalisty grupy, w finale telewizyjnego „Idola”. Szymon co
prawda nie wygrał, ale stał się osobą popularną, dzięki czemu debiutancki
album formacji zatytułowany „Teraz wiem” pojawił się na rynku. Szymona
spotkaliśmy niedawno w redakcji kieleckiego Radia TAK, gdzie rozdawał
autografy i rozmawiał z grupą fanów. Jakie
były początki waszej artystycznej drogi? Zaczęło
się 11 lat temu, gdy na lekcji historii padło hasło carpe diem i poczułem,
że jest to moje drugie imię. Wtedy powstała kapela, która do dziś tak się
nazywa. Na
przestrzeni tych lat często występowaliście, zebraliście dużo nagród i dużo
dobrych recenzji. W
obecnym składzie gramy dopiero dwa lata. Kiedyś liczyliśmy, ile osób przewinęło
się przez zespół i wyszło coś około trzydziestu. Przez te lata działy się
różne historie, festiwale, nagrody. Ale najważniejsze jest to, że w tych ciężkich
czasach nie przestaliśmy istnieć, a gdyby „Idola” nie było, też byśmy
cały czas grali. Powszechna
jest opinia, że wyszliście z cienia dzięki „Idolowi”. Nie
chcę być identyfikowany wyłącznie z „Idolem”, bo to był epizod, przed
którym wiecznie kwiatów składać nie będę. On trwał 5 miesięcy, a Carpe
Diem trwa lat jedenaście. Na
wydanie płyty trzeba w Polsce długo czekać. To
jest cholernie irytujące. Jestem wściekły, jak sobie o tym pomyślę.
„Idol” uświadamia nam, w jak dramatycznej sytuacji jest rynek
muzyczny. Nie chodzi mi o to, że sam program jest zły. Gdyby tak było, to
nigdy bym w nim nie wystąpił. Dramatem jest to, iż zgłaszają się do niego
tysiące ludzi, bo jest to dla nich ostatnia deska ratunku. Czy
wasza płyta adresowana jest do konkretnych odbiorców? Jeżeli
zespół składa się z facetów, to wiadomo, że 70% publiczności to kobiety.
A poważnie – jeżeli nasza muzyka postrzegana jest jako optymistyczna, to
wiadomo, że chcemy dotrzeć do tych , którym optymizm jest potrzebny. Na
płycie nie ma nazwisk kompozytorów i autorów tekstów. To zbiorowe dzieło? Na
płycie jest 11 utworów o charakterze rockowym. Wszystkie są stworzone przez
cały zespół. Starsze utwory niesamowicie ewoluowały. Na początku była to
niemal piosenka literacka. Chwalę to sobie, bo słowo jest dla mnie nadal
bardzo istotne. Nienawidzę śpiewać o pierdołach. Człowiek cały czas się
rozwija, dojrzewaliśmy muzycznie. Dzisiaj rock to nie tylko solówki i riffy.
Dzisiaj to także operowanie ciszą i mnóstwo emocji. Podobno
płytę dedykowałeś „loży szyderców”. O kogo chodzi? Płyta
pozwoliła nam dać się poznać szerszej publiczności. Mamy mnóstwo
prawdziwych fanów, ale i fałszywych przyjaciół, którzy teraz, gdy sukces
stał się naszym udziałem, przypomnieli sobie o nas. Odbieram wiele telefonów
od osób tzw. Wysoko postawionych, które do niedawna zamykały mi drzwi przed
nosem, a na propozycję koncertu reagowały niechęcią. Loża szyderców to
wszyscy ci, którzy potrafią tylko krytykować, opiniować, a od siebie jeszcze
zupełnie nic nie dali. Pochodzicie
z Radomia. Czy tak jak kielczanie – Piasek, Kasa – czujecie więź z
regionem? Kielczanie na przykład założyli w Warszawie „Klub Ziomka”. Nie,
w Radomiu nie ma takiego środowiska. Zazdroszczę wam, bo w Kielcach udało się
je stworzyć. Poza Piaskiem, Kasą, Mafią, jest świetny ANKH, Włodek
Kiniorski, wielkie środowisko jazzowe. Jest czego gratulować. Nie wierzę w
teorię, że u was czy u nas nic się nie dzieje. Ludzie zwykli tak mawiać, bo
nie umieją tego czegoś poszukać. Jak
odnajdujecie się w tzw. show-biznesie? Nadal
jesteśmy normalnymi ludźmi. Dziwi mnie, że czasem ktoś, kto widzi mnie na
ulicy, obawia się podejść i zagadać, bo widuje mnie w telewizji. Telewizja
ma jakąś magię, ale nie może tworzyć bariery między artystą a słuchaczem.
Jeżeli ktoś „gwiazdorzy” to znaczy, że mu zwyczajnie odbija. Najgorsza
rzecz, jaka może się przydarzyć człowiekowi funkcjonującemu w mediach, to
„woda sodowa”. No i różne plotki. Że nie mogę zjawić się na jakimś
spotkaniu, bo siedzę w więzieniu, że już się rozwiodłem, a teraz będę
ojcem dziecka, które urodzi zupełnie nieznana mi kobieta. Bzdury. Czy
nie irytuje Cię czasami, że jesteś postrzegany najpierw jako „Idol”, a
dopiero potem jako muzyk? |
Reedycja płyty "Bezczas" CD + DVD
06.11.2006
"Gdzie jesteś dziś" "Bezczas"
14.11.2005
"Życie jak poemat" |