|
|
|
Kupiłem własną płytę! rozmowa z Szymonem Wydrą (Super Express) Szymon
Wydra, finalista programu “Idol”, rozpoczął solową karierę. Nam wyznaje,
że nic jeszcze nie zarobił na debiutanckiej płycie, opowiada o podróżach
autobusem, fascynacji kobietami i o... majonezie. Czujesz
się idolem? A
co to znaczy idol? Czuję, że jestem lubiany, że staję się dla niektórych
wzorem. Wiem, że muszę być odpowiedzialny i że nie wolno tego popsuć. A gdy
widzę, jak na koncercie ktoś śpiewa razem ze mną, najchętniej bym go ozłocił. Jak
zmieniło Zmieniło
się tak, że nie mam czasu spać. Kiedy już idę spać, czuję, że tracę
czas. A kiedy nie śpię – pracuję. Ledwie skończyliśmy nagrywać płytę,
a zaczęła się akcja promocyjna. No i zmieniło się też to, że jestem
rozpoznawalny. Prawie na każdym kroku widzę, że wzbudzam zainteresowanie. Kiedyś
jeździłeś maluchem. Jakim samochodem jeździsz teraz? Jeśli
poruszam się samochodem, to jedynie pożyczonym, bo na własny mnie nie stać.
Jeżdżę pociągami i autobusami. Któregoś dnia w autobusie podeszła do mnie
starsza kobieta i powiedziała: “Ja się przyznam szczerze, ja nie głosowałam
na pana w “Idolu”, ale jakbym pana zobaczyła w tej drugiej edycji, to bym
to zrobiła.” Zapytałem ją, dlaczego, a ona z rozbrajającą szczerością
wyznała: “No bo jeździ pan autobusem, jak normalny człowiek”. Zgłupiałem
w tym momencie. Czy gdybym miał samochód, to byłbym nienormalny? Niestety, no
to pytanie już mi nie odpowiedziała. Ludzie
myślą, że teraz zarabiasz duże pieniądze. Wydaje
im się, że jak ktoś pokaże się w telewizji, to zaraz staje się bogaty. Twoja
płyta “Teraz wiem” dobrze się sprzedaje, więc chyba lada moment zacznie
przynosić zyski. Kiedyś
słyszałem, że na debiutanckiej płycie nie tylko się nie zarabia, ale wręcz
się do niej dopłaca. Przekonałem się, że tak właśnie jest – ona jedynie
zaznacza obecność artysty na rynku, dopiero kolejne mogą przynieść dochody.
Albo i nie. Dużą
satysfakcję daje wydanie płyty? O
tak. Miałem takie marzenie, żeby pójść do sklepu i kupić własną płytę.
I jak tylko się ukazała, poszedłem do Empiku i zapytałem: “Czy jest płyta
Szymona Wydry i Carpe Diem?”. Sprzedawczynie spojrzała na mnie jak na
wariata: “Jak to, nie ma pan własnej płyty w domu?!”. Powiedziałem, że
owszem mam, ale i tak chcę kupić. Jak
wspominasz Idola? To
była szkoła życia. Trudniejsza niż wojsko. Dlaczego? W
wojsku, jeśli coś przeskrobiesz, idziesz do karceru i już po krzyku. A w
Idolu jak popełnisz błąd, to lepiej potem nie wychodź na ulicę, jesteś cały
czas na widelcu, poddawany ocenie ludzi. I choć nie zrobiłem nic takiego,
czego mógłbym się wstydzić, przez cały czas trwania programu miałem świadomość,
że muszę uważać. Styliści
nakłaniali Cię do obcięcia włosów? Tak,
ale chyba tylko dla żartu. Styliści z Idola to fachowcy, widzieli, że kiedy
tam przyszedłem, miałem już wypracowany swój wizerunek i obcięcie włosów
w ogóle nie wchodziło w grę. Nie skrócę włosów, przynajmniej dopóki
jeszcze je mam. A
dostałeś w Idolu jakąś złotą radę, jeśli chodzi o Twój wygląd? Owszem,
żeby dla kondycji i sylwetki biegać. Ale po co? Żeby sobie kostkę zwichnąć?
Żartuję oczywiście. Głupio mi się wypowiadać na temat mojego wyglądu. Więc
zmieńmy temat. Przyjaźnisz się z ludźmi z programu? Z Tomkiem i Alą chyba
nie, bo rywalizujecie ostro – każde chce, żeby jego płyta sprzedała się
jak najlepiej. Skąd
ten pomysł? Nikt pod nikim dołków nie kopie, każdy robi swoje. I zapewniam,
że nadal się z Tomkiem przyjaźnimy. Nawet ostatnio pożyczył mi swój pasek
od spodni, ryzykując, że jemu spodnie spadną na ulicy. Spotykamy się wszyscy
dość często, chociażby dlatego, że gramy razem na niektórych koncertach. Masz
kontakt także z jurorami z Idola? Ocenili Twoją płytę? Wypowiadali
się o niej pozytywnie. Jestem zadowolony, bo Jacek Cygan napisał słowa do dwóch
moich piosenek. A to najlepszy dowód, że podoba mu się to, co robię. Jak
ich wspominasz z programu? To
osobowości. Są jedyni w swoim rodzaju, mają autorytet. Jeśli powstanie jakaś
edycja Idola bez nich, to już byłby inny program. Kuba bywał ostry w swoich
wypowiedziach, ale taka jest koncepcja programu, żeby jeden z jurorów był złośliwy. Czemu
nie wydałeś płyty w firmie BMG, z którą kontrakt wygrała Ala Janosz i w której
wydał swój album Tomek Makowiecki? Miałem
na tę płytę trochę inny pomysł niż BMG. Ale nie było atmosfery skandalu.
Współpracuję z BMG, firma ta zajęła się dystrybucją mojej płyty. Wieść
niesie, że jesteś fanem majonezu. To prawda? Tak,
od dzieciństwa uwielbiam majonez i dodaję go do wszystkiego. Potrafię sam
zrobić majonez – według przepisu mojej babci. Masz
dziewczynę? Nie. O
kim więc myślisz, gdy piszesz i śpiewasz ciepłe, intymne słowa w swoich
piosenkach? No,
trochę już w życiu przeżyłem. I lubię kobiety. Są dla mnie inspiracją.
Kobieta to nie pole, na którym samiec musi się sprawdzić. Lubię słuchać
kobiet, uczyć się od nich, kobiety nastrajają mnie optymistycznie... A miłość
jest istotą życie. Odsuwasz
od siebie miłość rzucając się w wir pracy. Czy nie czujesz się z tym źle?
|
Reedycja płyty "Bezczas" CD + DVD
06.11.2006
"Gdzie jesteś dziś" "Bezczas"
14.11.2005
"Życie jak poemat" |