|
| |
Wywiad z Szymonem - Nauka.pl
Nauka.pl:
Płytę "Teraz wiem" wydaliście 13 grudnia. Wierzysz w magię
trzynastki?
Szymon
Wydra: Nie, nie. To był zupełny przypadek. Nie wierzę w żadne zabobony.
Krążek
spełnił Twoje oczekiwania?
Oczywiście.
W 100%, ponieważ na całe szczęście ta płyta powstała bez żadnych odgórnych
wpływów, że ma być taka i taka, iść w tę lub inną stronę. Ona jest od
początku do końca muzyką i tekstem Carpe Diem.
Co
chciałeś powiedzieć przez tytuł albumu? Co teraz wiesz?
Teraz
jestem przekonany, że to, co robimy wszyscy jako zespół, ma sens. Tyle tysięcy
ludzi bawiących się, ludzi dobrze przyjmujących i uwaga- rozumiejących to,
co sami śpiewają. Czasami śpiewamy mechanicznie, ale ja widzę zrozumienie w
ich oczach. I to ma sens. Mam z tego ogromną satysfakcję, nieporównywalną z
niczym.
Czy
krążek traktujecie jako powrót do wspomnień? Pojawiają się na nim
dawniejsze utwory...
99
% utworów jest wręcz dziewicza. Zdecydowaliśmy się na nowe rzeczy, które
powstały w 3 miesiące. Raptem 2 utwory ujrzały światło dzienne, kiedyś
kiedyś. Ale to było dawno i nieprawda.
Piosenka
„Pozwól mi lepszym być” oznacza, że dążysz do doskonałości?
A
kto nie dąży? Jeżeli ktoś nie ma ambicji to jest jego problem. Każdy chciałby
być jeszcze lepszy i chciałby podwyższać sobie poprzeczkę.
Czy
utożsamiasz się z filozofią epikurejską? Chwytasz dzień i żyjesz chwilą?
Oczywiście,
że tak. Optymizm i uśmiech na co dzień wiele w życiu pomoże.
Czyli
pogrążeni w depresji odnajdą w tej muzyce nadzieję i radość?
Bardzo
bym chciał. Jestem takim człowiekiem, który niczego w życiu nie żałuje. Każda
chwila się przydaje, dobra i zła. Są potrzebne, żeby wiedzieć, czego człowiek
ma się na przyszłość wystrzegać, jakich błędów nie popełniać.
Więc
jakie błędy okazały się dla Ciebie dobrą szkołą życia?
Długo
by wymieniać. Miałem w życiu kilka wypadków fizycznych, źli ludzie
potraktowali mnie w zły sposób... To naprawdę dużo mnie nauczyło, dało
wiele dystansu do każdego człowieka. To jest bardzo przewrotne. Ja jestem człowiekiem,
który dostaje w tyłek dlatego, że od początku każda obca osoba ma u mnie 6.
Nie to, że musi zdobywać u mnie zaufanie. Nie. Ona ma je od razu . Wychodzę z
takiego założenia, że poznałem tę osobę i tak naprawdę nie mam powodu, żeby
jej nie ufać. Ma 6, ale potem ta ocena może spadać. Często spada i nie może
się podnieść. Przez takie, a nie inne moje myślenie dostaję w tyłek,
niejednokrotnie.
Czy
rzeczywiście „Idol” jest furtką do kariery muzycznej dla młodych ludzi?
Ubolewam
nad tym, ale tak. Ubolewam dlatego, że najchętniej widziałbym taki czas,
kiedy nie ma „Szansy na sukces”, „Drogi do gwiazd”, „Idola” itd. Żeby
w sposób normalny można było wyjść i zaistnieć. Dzisiaj rynek debiutantów
jest niemalże beznadziejny, ale to nie znaczy, że nie wolno walczyć. Trzeba
walczyć.
Co
zawdzięczasz „Idolowi”?
Dzięki
temu programowi i sukcesowi, bo jesteśmy jednymi ze zwycięzców, możemy teraz
ze sobą rozmawiać. Ale z drugiej strony to nie „Idol” nauczył nas grać i
śpiewać. Zespół istnieje już 11 lat.
Czy
Twoi znajomi i przyjaciele zmienili się w stosunku do Ciebie po programie?
Rzeczywiście,
trzeba być bardziej czujnym. Jest masa tzw. fałszywych przyjaciół. Masa zawiści,
zazdrości. Ale zazdroszczą tylko ci, którzy leżą na łóżku, patrzą się
w sufit i nie mają co ze sobą zrobić, nie mają pomysłu na siebie, oglądają
telewizję i tylko szydzą. A to jest beznadziejna sprawa.
Czy
warto według Ciebie organizować kolejne edycje „Idola”?
Oczywiście,
że warto. Trzeba ludziom pomagać, trzeba znajdować nowe twarze. My jesteśmy
teraz nowymi twarzami, chociaż w branży muzycznej Carpe Diem istnieje już 11
lat.
Niektórzy
kojarzą Cię wyłącznie z „Idolem”?
No
tak, ale... Wiesz co jest fajne? Zaczyna się koncert, wychodzi Szymon Wydra z
zespołem Carpe Diem na scenę - i rzeczywiście na plakatach Szymon Wydra - to
przyciąga ludzi, w porządku, bardzo się cieszę. Tylko jak wychodzę na scenę,
to widzę w ich oczach same znaki zapytania. Tak naprawdę nie wiedzą, co
gramy, co w nas siedzi. Ale nagle po tych 5, 6 piosenkach już są przekonani w
90%. Na szczęście jest cudownie, że są dowody sympatii, a nie antypatii. Już
nie myślą, że Szymon Wydra to jest ten z „Idola” tylko po prostu słuchają
muzyki Carpe Diem. I to jest OK.
Co
myślisz o Kubie Wojewódzkim i jego krytyce?
Kuba
jest w porządku. Ja wiem, że teraz mogę sobie przysporzyć dużo wrogów -
nie dbam o to. Nie jestem aktorem tylko muzykiem i będę mówił to, co myślę.
To człowiek przewrotny, jak cała ta branża, ale jest dokładnie wizytówką
show - biznesu w tym kraju. Nienawidzę słowa show - biznes. Trzeba podchodzić
do tego z dystansem, z rezerwą. Nie wolno zapominać, że jest to chleb
iluzoryczny. Dzisiaj jest, jutro może go nie być.
Który
moment w programie był dla Ciebie najtrudniejszy?
Skrzypek
na dachu (śmiech). Za 100 lat ludzie tego nie zapomną. Pomysł się zrodził
podczas śpiewania tej piosenki. Jeżeli jest czarna dziura w mózgu, nie pamiętasz
tekstu, to tak jest. Ale jakoś się wybroniłem. Może dlatego, że już parę
lat śpiewam na scenie.
Masz
dalsze plany związane z muzyką?
Planuję
zmienić zawód, pasję... (śmiech) Nie, żartuję. Oczywiście, że tak. Teraz
jest taki moment, kiedy trzeba zarażać ludzi naszą muzyką i myśleniem,
ideologią. A po cichu myśleć o nowym materiale. I nie powiem, że będzie
lepszy, nie wiadomo jaki. On będzie... wciąż Capre Diem.
Jak
spędzałeś wakacje?
Wakacje
polegały na tym, że graliśmy koncerty, większość czasu spędzaliśmy w
naszym busie, przemieszczając się z miejsca na miejsce. No cóż, w końcu o
to chodzi. Odpoczniemy, jak będziemy mieli 70 lat.
Interesuje
Cię coś poza muzyką?
Tak,
piłka nożna. To takie zwyczajne, ja każdy chłopak. Jestem normalnym facetem.
Tutaj nie chcę silić się na jakąś oryginalność. Uważam, że gdybym nie
był muzykiem, za wszelką cenę starałbym się być piłkarzem.
Masz
tremę, kiedy wychodzisz na scenę i stajesz przed tłumami ludzi?
Tak,
mam olbrzymią.
Ale
nie widać...
To
dobrze. Mam konstruktywną tremę, mobilizującą. Cieszę się z tego, że ją
mam. To nie strach, że ludzie na mnie patrzą, tylko strach, czy ci ludzie
przyjmą to, co mam im do zaoferowania - bo mi zależy. Jeśli ktokolwiek
przestanie mieć tremę - ale to jest tylko i wyłącznie moje zdanie - niech
zmieni pasję, niech zejdzie ze sceny i zniknie z pola widzenia. W tym momencie
to jest takie odwalanie czegoś, rutyna.
Widzę,
że masz ogromną cierpliwość przez tak długi czas podpisywać autografy...
Ależ
oczywiście. Przecież to jest moja publiczność. Oni niemalże się tratują
pod tymi barierkami, małe dzieci piszczą z bólu, bo jedni przepychają się
na drugich. Jak ja mam przejść obok tego obojętnie? To nie byłoby normalne,
bynajmniej z mojej strony.
Dziękuję
bardzo za rozmowę i poświęcony czas.
Autor:
Ania Gierasimiuk
| |
Reedycja płyty "Bezczas"
CD + DVD
06.11.2006
"Gdzie
jesteś dziś"
"Bezczas"
14.11.2005
"Życie jak
poemat"
|