|
Wczoraj Opole, dziś
Radzyń. Jak się gra przed taką publiką jak radzyńska?
Wolę grać w mniejszych miastach, ponieważ ludzie są bardziej
spontaniczni. Muzyka jest po to, aby łączyć, a nie dzielić,
generalnie wolę koncerty w mniejszych miastach. Wiadomo, każdą
publiczność trzeba szanować i ja szanuję każdą, ale każda jest
inna.
Czułeś, że
Radzyniacy czekali na Szymona Wydrę?
Dobrze zadane pytanie. Cieszę się, że nie spytaliście o to, czy
podoba mi się Radzyń, bo nie wiedziałbym, co odpowiedzieć. Zespół
Carpe Diem nie gra dla budynków, gra dla ludzi. Jeżeli widzi się
tak fantastycznie reagująca jak wasza publikę, nie chce się schodzić
ze sceny.
Interesuje mnie, jak
potoczyły się twoje drogi po "Idolu". Czy to wytwórnia
Ciebie znalazła, czy Ty znalazłeś wytwórnię?
"Idol" to był epizod, przygoda, ponieważ Carpe Diem ma 13
lat. Fakt faktem, program wskazał pewne kierunki, ale ich nie stworzył.
Musisz mieć pomysł na siebie. Zdzieranie gardła przez tyle lat to
moja praca. "Idol" nie nauczył nas śpiewać. Gdybyśmy
tego w jakimś tam stopniu nie umieli, to ten program poniósłby klęskę.
Nigdy nie będę się wypierał, że jestem z "Idola", bo żadnego
kroku w swoim życiu nie żałuję. To był słuszny krok. Należy się
zatem cieszyć, ale nie podniecać.
Może powiedziałbyś
parę słów o płycie "Życie jak poemat"?
Jeżeli chodzi o naszą drugą płytę, jesteśmy osaczeni przez
trzynastki. W tym roku trzynastolecie. Pierwsza płyta okazała się
szczęśliwą, a ukazała się trzynastego grudnia. Cóż mogę o
nowej powiedzieć? Na pewno nie to, że będzie lepsza, dojrzalsza, bo
gdy artysta mówi coś takiego fanowi, to znaczy, że poprzednia płyta
była kiepska i tego fana okłamywał. Nie można nauczyć się grać
i śpiewać w ciągu dwóch lat ani zapomnieć, jak to się robi.
Generalnie płyta będzie bardzo "carpe diem" - bardzo
melodyjna, muzyka rockowa obfitująca w melodie. Ważne jest to, że
nie robimy czegoś pod istniejącą modę, ale dlatego, iż taka
muzyka nam w duszy gra. Gdybym miał być modny, to bym się nazywał
Mezo albo Jeden Osiem L, z całym szacunkiem dla nich. Wystarczy
wspomnieć, że w Opolu wystąpiły wczoraj tylko dwie kapele rockowe,
a cały festiwal okazał się folklorystyczny.
Dlaczego?
Chodzi o to, żeby śpiewać tam piosenki polskie, a Brathanki chociażby
grają muzykę węgierską. Ubolewam też nad Eurowizją - to
nieporozumienie wysyłać reprezentanta polskiej muzyki z ewidentnie
niepolską piosenką, choć prywatnie ten facet jest naprawdę świetnym,
cudownym człowiekiem. Jakieś piętnaście lat temu muzycy rockowi
sami się zniszczyli i tak powstało disco polo. Ktoś zauważył, że
- za przeproszeniem - lepiej śpiewać teksty o dupie Maryny typu
"Kocham się z tobą w krzakach i po ptakach", i robi się z
tego hit.
Ale Ty to młode
pokolenie pragnące dochować wierności rockowej muzyce.
Dziękuję ci bardzo (śmiech). Notabene, pierwszy zespół, który założyłem,
nazywał się Nadzieja. Kolejny nazywał się Deszczowe Psy, granie
naprawdę ostre. Ale czemu taka nazwa? Właśnie taka tajemnicza.
Graliśmy na różnych spędach harleyowych. A Carpe Diem? Z Carpe
Diem żyjemy już wiele lat pod jednym niebem, razem uczymy się życia
i muzyki.
Żyjecie z muzyki?
Okresowo. Dlatego nie mogę tego nazwać zawodem, tylko profesją.
Generalnie granie jest w okresie letnim, gdy jest masa imprez i festynów,
wszyscy tak grają. Sezon ogórkowy to jesień i zima. Kluby, owszem,
gra się, ale tylko po to, by podtrzymać pamięć o sobie. Nie ma co
liczyć na zarobek. Jeśli myślisz wyłącznie o pieniądzach,
wpadasz w kanał. Najważniejsze jest to, by ludzie chcieli ci napisać
na przykład maila z podziękowaniami. Gdybym wam pokazał, jakie
maile dostaję. Moja mama się normalnie popłakała, gdy je przeczytała.
Ludzie piszą o sobie. Nie podchodzą do mnie jak do piosenkarza czy
idola, tylko do człowieka, na którego zdanie liczą.
Kto wam pisze teksty?
Ja sam. Czasem korzystam z innych tekściarzy, na przykład utwór
dedykowany Janowi Pawłowi II "Poza czas" napisał Jacek
Cygan. Kawałek ma osiem lat, początkowo nazywał się
"Nieprawda", Jacek Cygan trochę go przerobił i wyszedł
utwór dedykowany Papieżowi. Moją ambicją jest to, bym nie ja pisał
wszystkie teksty. Ja chcę mieć na płycie różne spojrzenia na
pewne tematy. Tematy mogą być banalne, ale ubrane w niebanalny sposób.
Zawsze jednak pomysł na tekst wychodzi ode mnie, bez względu na to,
czy ja go piszę, czy nie.
Jak myślisz o swojej
przyszłości, to co widzisz?
Ciężkie pytanie, ponieważ nie jestem jasnowidzem. Każdy dzień
jest ważny. Trzeba w coś wierzyć, do czegoś dążyć, mieć
marzenia, ale sprecyzowanych planów nie mam. Cieszę się tym, że
mogę robić to, co kocham. I tu nawiążę do pytania o wytwórnię.
Jestem jedynym z "idoli", któremu duża wytwórnia
zaproponowała kontrakt, a ja go nie podpisałem. Postarałem się im
siebie obrzydzić, ponieważ bałem się o chłopaków - wytwórnia
odgórnie przydzieliłaby mi muzyków. Tak jest zrobiony zespół
Flinty, tak jest zrobiony zespół Ali Janosz. Ewelina radzi sobie jak
może, ale Ali nie ma. To straszne, co zrobili z tą dziewczyną.
Koszmar. Dlatego ja nie chciałem podpisać kontraktu... Ludzie pukali
się w głowy: co ty robisz, promocyjnie będziesz w dupie. O i tak było
przy pierwszej płycie. Ale obroniliśmy się, nie wiem, co by się
stało, gdyby jakiś utwór z tej płyty "nie zażarł".
Czujesz się gwiazdą?
Gwiazdy są na niebie. Ja nie jestem gwiazdą. Nie ma ludzi sławnych.
Sławny to był Mikołaj Kopernik.
Dzięki za rozmowę.
Rozmawiali
Monika Dudzik & Michał Patkowski |