Menu

Główna
Nowe
Osoby
Historia
Muzyka
Obrazki
Teksty
Media
Prasa
Idee
Koncerty
Spotkania
Fanclub
Zabawki
Sznurki
Alge

Wywiad z Szymonem

Radomsko 24, 22.06.2006

Redakcja Radomsko24: Jak wrażenia po zagranym koncercie w Radomsku?

Szymon Wydra: Miło, że o to pytasz, że właśnie w taki sposób. Większość dziennikarzy pyta mnie: Szymon, powiedz jak podoba Ci się nasze miasto. Skąd ja mam to wiedzieć, jak to miasto wygląda. Przyjechaliśmy praktycznie przed chwilą i jest już prawie ciemno. Tak naprawdę miasto to budynki, a budynki są czasem obdrapane albo piękne, dlatego cieszę się, że postawiłaś to pytanie w ten sposób. A jak nam się grało? Sama widziałaś, słyszałaś, nie chciało się nam zejść ze sceny.

RR24: Romantyk, twardziel, chłopak z charakterem? Jaki jest prawdziwy Szymon Wydra?

Sz.W.: Jestem taki, jakiego mnie widzisz, jakiego masz przed sobą. Prosiłem Was na początku byśmy przestali być dla siebie dyplomatyczni i oficjalni. To już nie kwestia kultury. Tylko Wam dziennikarzom wpojono, z jakim dystansem powinniście odnosić się do artysty. Nie jestem niewiadomo kim, nie poczuwam się do bycia gwiazdą. Gwiazdy pozostawmy na niebie.

RR24: Nie czujesz się gwiazdą?

Sz.W.: Proszę Cię, niech gwiazdy oglądają Ci, co chodzą do obserwatorium astrologicznego. Ja jestem normalnym facetem i chciałbym po prostu z Wami porozmawiać.

RR24: Nie irytuje Cię, że wciąż kojarzony jesteś jako idol, a dopiero potem jako muzyk?

Sz.W.: Myślę, że w tym momencie to już nie ma najmniejszej racji bytu.

RR24: To była szansa dla Ciebie, to też wysunięcie Twojej osoby w poczet ludzi popularnych. Żałujesz uczestnictwa w IDOLU?

Sz.W.: Oczywiście to była niezwykła szansa dla mnie, a czy czegoś żałuję? Nie, nie żałuję żadnej rzeczy w moim życiu, tych złych chwil też nigdy nie żałowałem. Człowiek się wciąż czegoś uczy. Dzięki doświadczeniom staje się wyrazisty. Idol, super sprawa, nasz zespół ma już 14 lat. Założyłem go w 1992 roku. Przez 10 lat było to bicie głową w mur, bo jeśli zakładasz zespół o charakterze rockowym w dobie lat dziewięćdziesiątych, gdzie króluje disco z pola, to tylko można sobie wyobrazić, jak jest ciężko takim kapelom, jak nasza. Jednak hasło Carpe Diem mówi o nas samych. Jesteśmy optymistami i w pełni się z nim identyfikujemy, carpe diem to nasze drugie imię i nazwisko. To ono pomogło nam przetrwać marazm tych trudnych 10 lat. Owszem, dziennikarze radiowi powtarzali, że jesteśmy naprawdę nieźli, jednak nikt nie dał nam żadnej szansy, ani jedna się nie zdarzyła.

RR24: Podczas koncertu dajesz z siebie wszystko, angażujesz się emocjonalnie i jednocześnie wtapiasz w swoją publiczność, jesteś z nią w ciągłym kontakcie?

Sz.W.: Cieszę się, że ktoś to zauważył. Każdego traktuję indywidualnie, nie jak masę, pospólstwo. Niech każdy myśli, że śpiewam tylko dla niego. W ten sposób teksty mają szansę zostać choć chwilę w głowie. One nie są proste, to nie teksty typu: kocham się z Tobą w krzakach i po ptakach. Staram się nie zawężać wyobraźni, ale ją poszerzać. Żeby ją poszerzyć, człowiek musi się chwilę zastanowić. Gramy dla ludzi, dla ludzi, którzy przyjdą nie tylko poskakać, wydrzeć się i stracić trochę kilogramów, tylko jednak trochę sobie też pomyśleć.

RR24: Kto jest autorem tekstów Waszych utworów?

Sz.W.: Większość tekstów piszę sam.

RR24: Jesteś poetą?

Sz.W.: Haha, raczej tekściarzem, napisałem trochę wierszy w życiu, ale jednak więcej tekstów piosenek. Około 80% tekstów naszych utworów wychodzi spod mojego pióra, pozostałe nie są moje, bo nie pozwala mi na to czas, lub też nie mam możliwości. Każdy jednak pomysł na te nie moje teksty i tak pochodzi ode mnie. Nie ma tak, że dajemy muzykę innemu tekściarzowi i on do tej muzyki układa, co mu się rzewnie podoba. W innych zespołach tak jest, ale ja się z tym nie zgadzam. Jeśli ten ktoś napisałby mi obcymi słowy, to co mu w głowie gra, to ja nie byłbym w stanie się z tym utożsamić, natomiast jeśli pomysł pochodzi ode mnie, to ja mogę to mojej publiczności przekazać. Przekaz autentyczny jest najważniejszy.

RR24: Jak to jest z Twoją sferą prywatną? Czym jest dla Ciebie bycie przy kimś blisko?

Sz.W.: Ja wiem, że nigdy nie będę usidlony. Czy będę z kimś, czy nie będę, czy jestem, czy nie jestem. Bycie z kimś to nie jest więzienie. To jest akceptacja drugiej osoby. Ja jestem z takiej gliny ulepiony jakim mnie widzisz i nieważne czy się to komuś podoba, czy nie. Nie ma we mnie czegoś takiego, jak usidlenie, że ktoś nad kimś panuje...

RR24: Korzystając z obcych słów tekściarzy, nie czujesz się, że śpiewasz o czyichś przeżyciach?

Sz.W.: Nie jestem alfą i omegą. Jeszcze nie przeżyłem wszystkiego, więc nie mogę śpiewać tylko o swoich doświadczeniach. Poza tym wcale nie jestem taki stary, choć naturalny balejaż się już pojawił (haha), ale poważnie obserwuję ludzi, to oni stają się inspiracją do naszych utworów. Pierwsza nasza płyta tak naprawdę nie jest naszą płytą, ale tych wszystkich, którzy bawią się z nami na naszych koncertach. To oni ją tworzą, my jako zespół oprawiliśmy ją jedynie w całość.

RR24: Taka próba kreacji ludzkich odczuć, czy to nie jest także próba przypodobania się publiczności, czyż to nie jest czysta komercja?

Sz.W.: Nie poddaliśmy się przez 10 trudnych lat, to oznacza głęboką lojalność wobec muzyki, to co robimy jest wynikiem naszej konsekwencji i ambicji. Media niestety dziś kreują wśród odbiorców muzyki pogląd terminu komercja... Ambitny muzyk, który nagrywa płytę, nie chce aby jego leżała ons w sklepie i była niezauważalna. Egoizmem jest także, gdy nagrywasz ją dla siebie. Kiedy widzę radość w oczach ludzi, zrozumienie tekstu, który śpiewam, czasem nawet łza się zakręci i np. dana piosenka przypomina ciężką chwilę ale w końcu ta sama piosenka pomaga, to jest właśnie moja ambicja. Nie komercja. A może inaczej, to jest komercja, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. I pod taką komercją podpisuję się obiema rękoma, bo wiem, że gramy ambitną muzykę. Ja nie chcę, żeby nasza płyta była dodawana jako gadżet do proszku do prania, czy papieru toaletowego, jeśli jesteś ambitny, to chcesz by za Twoja płytą ustawiały się kolejki w sklepie, by o nią pytano.

RR24: Kiedy patrzysz w przyszłość, co w niej widzisz?

Sz.W.: Ciężkie pytanie. Moim hasłem życiowym jest carpe diem – chwytaj dzień. Nie myślę o przyszłości i nie potrafię na nie odpowiedzieć.

RR24: Uwodzisz publiczność swoją naturalnością... na scenie dla nich dajesz z siebie wszystko...

Sz.W.: Tak, to jest nasz optymizm, jednak realnie patrzymy na świat.

RR24: Jak godzisz życie prywatne z muzyką, teraz tak wszechobecną w Twoim życiu?

Sz.W.: Muzyka, koncerty, to nasza praca, trudno robić to tylko i wyłącznie charytatywnie. Ale my to miłujemy. Muzyka jest naszą pierwszą miłością, która do tej pory nas nie zdradziła. Cudownie jest być z taką kobietą. Niektórym się wydaje, że wychodzi koleś na scenę, wykrzyczy się i ma to gdzieś. Żeby zagrać koncert, który trwa 1,5 godziny, ja musiałem czekać na to 14 lat. To jest ciężka praca. Jadę samochodem, słucham muzyki, śpiewam, komponuję, uczę się, śnią mi się melodie.

RR24: Artyści, którzy odegrali swoją rolę, stając się sławni, zrobili własną karierę, przestają szanować swoich odbiorców. Ty teraz jesteś na początku tej rozwijającej się drogi. Jak myślisz, czy także się takim staniesz?

Sz.W.: Dwa terminy, których nie lubię. Sława i kariera. Nie jestem jakimś snobem. Nie lubię słowa sławny, bo nim określa się Mikołaja Kopernika, a mi do niego wiele brakuje. Jestem po prostu popularny... a kariera to wiąże się z takim gwiazdorstwem.

RR24: Czy zmieniłeś się, stając się popularny?

Sz.W.: Tak, zmieniłem się bardzo, jestem nieufny wobec ludzi. Dlaczego? Bo kocham robić to, co robię i nie chcę, żebyśmy dali się wykorzystać. Zbudujemy własne dobre imię, a ktoś nas zniszczy.

RR24: Krytyka Cię wzmacnia, uszlachetnia, czy odbiera perspektywy?

Sz.W.: Jeśli nie jest wyssana z palca, to bardzo chętnie poczytam, wysłucham, porozmawiam, wymienię poglądy. Musi być jednak konstruktywna. Nie należy jednak zwracać na nią uwagi, gdy jest po prostu głupkowata. Trzeba być lojalnym i konsekwentnym temu, co Ci w duszy gra i nie zmieniać się dla innych.

Rozmawiała: Jolanta Gniatkowska

Reedycja płyty "Bezczas"

CD + DVD

06.11.2006

"Gdzie jesteś dziś"

"Bezczas"

14.11.2005

"Życie jak poemat"