|
|
|
Sentymentalny facet Z
Szymonem Wydrą - muzykiem, wokalistą zespołu "Carpe Diem”, finalistą
programu Idol rozmawiała Dorota Biziuk (Gazeta
Współczesna, 01.07.2004) W udzielanych
wywiadach podkreślasz, że jesteś wielkim fanem piłki nożnej. Teraz to temat
na czasie. Powiedz, kto - według ciebie - zdobędzie Mistrzostwo Świata na
boiskach Portugalii? Kocham muzykę i piłkę nożną.
Dokładnie w takiej kolejności. Przyznaję, że liczyłem na drużynę Francji,
ale ona pożegnała się już z mistrzostwami. W zaistniałej sytuacji kibicuję
Czechom. W końcu to nasi sąsiedzi. Skoro na pierwszym
miejscu stawiasz zawsze muzykę, porozmawiajmy o niej. W twoim przypadku nie można
powiedzieć, że wszystko zaczęło się od "Idola”... Oczywiście. Od 12 lat jestem
związany z zespołem "Carpe Diem”, a w "Idolu” wystartowałem
stosunkowo niedawno, bo dokładnie dwa lata temu. W jednym z wywiadów
powiedziałeś, że warto wziąć udział w "Idolu”, bo to jedna z
niewielu szans, jakie młody, wrażliwy artystycznie człowiek dostaje od życia.
Nadal tak uważasz? Gdyby uznawał ten program za
złą rzecz, wtedy jako pierwszy bym się z niego wypisał. Występ w
"Idolu” nie był dla mnie czymś, czego mógłbym się w jakiś sposób
bać. Do końca nie wiedziałem - podobnie zresztą jak sami producenci - o co w
tym wszystkim chodzi. Ostatecznie "Idol” był przecież zupełnie nowym
pomysłem w naszym kraju. Czy "Idol”
zmienił coś w twoim życiu? Bardzo dużo. Szczególnie
chodzi mi o psychikę. Stałem się bardziej odpornym człowiekiem, co wyszło
mi na dobre. Jeśli chodzi o inne kwestie, to stałem się nie podwójnie, ale
wręcz potrójnie nieufny. Poprzednio, jak próbowaliśmy coś zrobić, to ciągle
stwarzano jakieś problemy. Sporo osób, które wcześniej pokazywały naszemu
zespołowi drzwi, teraz chce być dzięki nam na przysłowiowym obrazku.
Tymczasem, okradać wolę się sam. Z tego m.in. powodu nie podpisałem
kontraktu, o który wszyscy walczyliśmy w "Idolu”. W pierwszej edycji
tego programu tylko ja się na to zdecydowałem i nigdy tego nie żałowałem.
Przynajmniej mogłem się spełnić artystycznie. Wydana przez nas płyta od
początku do końca jest płytą Carpe Diem, a nie banku piosenki, który działa
na takiej samej zasadzie jak chociażby bank spermy, czy krwi. Nigdy nie miałem
zamiaru pchać się w coś, co mnie mierzi, czyli różne układy i układziki. Uważasz, że w tej
chwili ty i zespół jesteście wolni od wszelkich układów? Mamy firmę wydawniczą, ale
jest ona bardzo mała. Nie łączy nas z nią żaden układ, bo firmę tworzą
nasi przyjaciele. Bardzo się szanujemy. Życzyłbym sobie, aby nasz współpraca
trwała jak najdłużej. Natomiast, co się tyczy promocji, to plakatów "Carpe
Diem” raczej nie zobaczysz. Mamy za słabą maszynę promocyjną, bo po prostu
jesteśmy za biedni. Możemy być natomiast dumni z tego, co robimy. Czy odpowiada ci
koncertowanie w tak małych miejscowościach, jak Korycin? Odpowiem szczerze. Bardzo
lubimy grać w małych miejscowościach. Tutaj ludzie reagują spontanicznie.
Nie ukrywają swojego nastawienia do naszej muzyki, bez względu na to, czy jest
ono pozytywne, czy też negatywne. Mieszkańców małych miejscowości
charakteryzuje otwartość i szczerość. W większych miastach jest z tym różnie.
Często na koncerty przychodzi tam publiczność, którą ciężko ruszyć. Cóż,
ludzkie reakcje są niesamowicie zróżnicowane. Każda publiczność jest inna.
Lubię ludzi i staram się od nich dużo uczyć. Czujesz się osobą
popularną? Przyznaję, że jestem
rozpoznawany w najmniej spodziewanych momentach. Kiedyś, będąc w trasie,
zajechaliśmy na obiad do jakiegoś baru. Nagle przed lokalem zatrzymał się
autobus, z którego wybiegło kilkudziesięciu smyków. Nie mieli więcej niż
po 12 lat. Okazało się, że były to głuchonieme dzieci z Ukrainy, które
jakiś czas temu widziały mnie w telewizji. Po prostu szaleństwo. Nie mogłem
zrozumieć, co głuchonieme maluchy mogły zrozumieć z mojej muzyki. Ich
wychowawczyni wytłumaczyła mi łamaną polszczyzną, że te dzieci mnie
uwielbiają, bo - jak to określiła - "mam zdolności przekazywania przez
ekran pozytywnych reakcji”. Szok. Ta popularność ma swoje miłe, ale i głupkowate
strony. Powiem tak: trzeba ludzi lubić, żeby to wytrzymać. Popularność może
być męcząca, ale wyłącznie dla kogoś, kto pozjadał już wszystkie rozumy,
dla tzw. rutyniarza. My jesteśmy natomiast zakochani w tym, co robimy. Masz rodzinę w Kijowie.
Często tam jeździsz? Rzadziej niżbym chciał. W
końcu tam mieszka moja najbliższa rodzina. W 1/4 Szymon Wydra to Ukrainiec.
Chyba widać, że jestem trochę podobny do Iwana? Żartowałem. Dla Polaków
Kijów i cała Ukraina to takie państwo za murem. Nie mamy o nim pojęcia. Kijów
jest cztery razy większy od Warszawy. Coś niesamowitego. Niedawno podjąłeś
studia w Wyższej Szkole Dziennikarstwa w Radomiu. Skąd u muzyka
zainteresowanie dziennikarstwem? Studia faktycznie rozpocząłem,
ale szkoła się rozpadła. Rzecz jasna - nie z mojej winy. Wcześniej studiowałem
w Wyższej szkole Showbiznesu w Warszawie. Dostałem się do klasy, która była
jedyną taką w całej Polsce. Na egzaminie zapytali mnie, co obecnie robi Walt
Disney. Powiedziałem i zostałem przyjęty. A co powiedziałeś? To, co jest zgodne z prawdą.
Więc co robi Walt Disney? Śpi zamrożony. I to właśnie im powiedziałem.
Studia trwały rok, bo showbiznesu dłużej nie da się uczyć z racji tego, że
wszystko tu się zmienia jak w kalejdoskopie. Dziennikarstwo jest trochę
pochodną tego wszystkiego, więc właśnie dlatego je wybrałem. Szkoła się
rozpadła, ale chciałbym kiedyś kontynuować studia. Kiedy należy się
spodziewać następnej płyty "Carpe Diem?” Jesteśmy w przeddzień wejścia
do studia. Nasza druga płyta powinna zostać wydana na przełomie października
i listopada. Na twoich koncertach widać,
że masz mnóstwo fanek. Najwierniejsza z nich jest
jednak moja 17-letnia siostra Agatka. Ona faktycznie czuje moją muzykę. Gdyby
słuchała powiedzmy zespołu Milano albo innego reprezentanta muzyki disco z
pola, to nie wiem, co bym zrobił. Chciałbyś, aby całe
twoje życie wyglądało tak jak obecnie? Jednocześnie jestem wszędzie
i nigdzie. Z jednej strony chciałbym, żeby tak było zawsze, a z drugiej czuję
coś wprost przeciwnego. Muzyka to jest coś jedynego, co mnie do tej pory nie
zdradziło. Muzyka to moja miłość. Miałem wiele miłości i było z tym różnie,
a z muzyką jestem do dnia dzisiejszego. Jaki jest Szymon Wydra? To bardzo sentymentalny
facet. Szymon Wydra ma nawet kronikę skórzaną, do której wkleja przysyłane
z całej Polski artykuły prasowe na swój temat. Właśnie taki jest ten Wydra. Dziękuję za rozmowę. |
Reedycja płyty "Bezczas" CD + DVD
06.11.2006
"Gdzie jesteś dziś" "Bezczas"
14.11.2005
"Życie jak poemat" |