Menu

Główna
Nowe
Osoby
Historia
Muzyka
Obrazki
Teksty
Media
Prasa
Idee
Koncerty
Spotkania
Fanclub
Zabawki
Sznurki
Alge

Nie chciałem skończyć jak Kryszak

Dziennik Zachodni 20.12.2005

Dziennik Zachodni: Wspólnie z zespołem Carpe Diem zdecydowałeś się na dosyć odważny krok – debiutancki album został nagrany w małej wytwórni fonograficznej, a dopiero teraz podpisaliście kontrakt z jednym z największych polskich koncernów fonograficznych. Dlaczego nie od razu?
Szymon Wydra: Bo chcieliśmy zrobić płytę po swojemu i w gronie przyjaciół. Debiutujący wykonawcy, podpisując kontrakt z dużą wytwórnią, muszą się zgodzić na szereg kompromisów, nie zawsze w zgodzie z ich oczekiwaniami. Nie oznacza to, że mając kontrakt w kieszeni druga płyta przyszła nam z łatwością. Wciąż jesteśmy na etapie budowania dobrej – mam taką nadzieję – marki.

DZ: Niespełnienie, wbrew pozorom, jest cechą pożądaną przez artystów. Analizując debiutancką płytę, czułeś, że coś musisz poprawić, zmienić?
SW: Zawsze znajdzie się coś do poprawy. Nie myśleliśmy jednak o drastycznych zmianach, bo jako zespół udało nam się już znaleźć wspólny mianownik.

DZ: Jak przebiegała praca nad nowym albumem?
SW: Carpe Diem przeżyło w tym czasie bardzo wiele dobrych, ale i złych chwil. To była prawdziwa próba dla zespołu, której – niestety – nie wszyscy sprostali. Bo „Bezczas” pierwotnie miał się ukazać już w lutym 2004 roku! Okazało się jednak, że na miesiąc przed jego wydaniem ze łzami w oczach musieliśmy się pożegnać z częścią zespołu. Artystycznie było nam nie po drodze. To pomogło mi uzmysłowić sobie, że Zbyszek Suski, Karol Sionek i Jarek Suski (pozostali muzycy Carpe Diem – red.) są prawdziwymi przyjaciółmi, którzy sprawdzili się przez 13 lat wspólnego grania. Zmuszeni sytuacją, poszatkowaliśmy materiał na płytę i zaczęliśmy od nowa.

DZ: Podchodzisz do tego tak spokojnie?!
SW: Carpe Diem jak sama nazwa wskazuje, oznacza czerpanie z życia tego, co najprzyjemniejsze. Myślimy pozytywnie, ale nie jesteśmy „hurra” optymistami. Wiem, że nikomu manna nie spada z nieba. Mam to szczęście, że znalazłem pomysł na siebie, który na dodatek jest ciepło przyjmowany przez innych ludzi. Jestem tego świadomy, bo wiele osób pisze do mnie jak do przyjaciela, często prosząc o radę. Na mojej poczcie elektronicznej jest w tej chwili 1100 maili! W większości od inteligentnych ludzi, powyżej 25 roku życia. Czasami jest mi głupio, bo czuję się jak psycholog, a z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że ci ludzie na mnie liczą. To ogromna odpowiedzialność.

DZ: Niedawno wywołałeś sporą sensację, zwłaszcza u fanek, za sprawą ścięcia swoich długich włosów. Dlaczego to zrobiłeś?!
SW: Patrząc w lustro właściwie wciąż się nie poznaję. Wydra bez włosów? Szok. Ale zrobiłem to z szacunku dla długich włosów, które miałem przez 10 lat. Przez taką fryzurę skóra na głowie mało oddycha i włosy niszczeją. Mój ojciec w wieku 30 lat był już łysy jak kolano, chciałem tego uniknąć. Żeby odbudować włosy, postanowiłem obciąć je, by za trzy lata nie wyglądać jak Jerzy Kryszak.

DZ: Niektóre twoje teksty pełnią rolę swoistych drogowskazów, jak chociażby singlowe „Życie jak poemat”, a w piosence „Żołnierz – za waszą i naszą krew” pojawia się też tematyka wojenna.
SW: Pisałem ten tekst w 2001 roku po wydarzeniach w Nowym Jorku. Patrząc na to miałem wrażenie, że widzę zawodowy film sensacyjny, którego nawet Tarantino lepiej by nie nakręcił. Chciałem przez tę piosenkę zaprotestować przeciwko wojnie, ludzkiemu zezwierzęceniu. To nasz przekaz, który niestety wciąż nie traci na aktualności.

Ola Szatan

Dziennik Zachodni, 20.12.2005

 

 

Reedycja płyty "Bezczas"

CD + DVD

06.11.2006

"Gdzie jesteś dziś"

"Bezczas"

14.11.2005

"Życie jak poemat"