|
| |
Dom,
dzieci, własna firma to nuda!
Naj,
marzec 2006
Nie chce być dorosły ani
odpowiedzialny. Stabilizacja zupełnie Go nie interesuje. Za to wciąż goni za
swoimi marzeniami. I jest z tym bardzo szczęśliwy.
Grał Pan od zawsze. Ale mało brakowało, a zamiast po scenie, biegałby Pan po
boisku piłkarskim.
- Do 20 roku życia trenowałem w klubie RKS Radomiak i dobrze się zapowiadałem.
Przeszkodziły mi muzyka i duży brzuch. Wciąż interesuję się sportem, ale
moją pasją jest muzyka.
To sprawa genów?
- Mama uczyła muzyki w szkole podstawowej. Uczyła również WF-u i języka
rosyjskiego. Babcia była Ukrainką, grała na bałałajce. Mama urodziła się
w Polsce, jest pół – Ukrainką, ją ćwierć – Ukraińcem. Może stąd mam
we krwi trochę rytmu, melodii i muzyki? Ale zadecydował przypadek. Sąsiadka
zapisała syna do ogniska muzycznego na akordeon i zapytała rodziców: „Może
Szymuś też by pochodził, to Piotrusiowi byłoby raźniej”. Spytali, czy chcę
grać. Chciałem, ale na gitarze, „bo „ Mniej niż zero” leci w telewizji,
a ja będę grał kiedyś w Lady Pank”.
I po paru latach założył Pan Carpe Diem.
- Nazywaliśmy się Rzemieślnicy. Po pierwszym koncercie ukochana nauczycielka
historii przypomniała mi hasło carpe diem ( chwytaj dzień). Zrozumiałem, że
to moje drugie imię i nazwisko; trzy lata temu do nazwy Carpe Diem doszedł
Szymon Wydra.
.. który jest lokomotywą zespołu.
- Który jest twarzą pozwalającą słuchaczowi nas poznać. Byśmy nie byli
obcymi istotami z radia i telewizji. Ludzie znają zespoły – Wilki, Kombi,
ale mylą nazwiska muzyków. U nas tego nie ma.
Zapracował Pan na nazwisko w „ Idolu” i „ Szansie na sukces”. Po co ciągnąć
Carpe Diem?
- Nie nauczyłbym się muzyki i nie znalazł swojej drogi, gdyby nie przyjaciele
z zespołu, nasze próby, praca, koncerty. Po prostu zdarzyło się, że po 10
latach istnienia grupy los uśmiechnął się do mnie i ludzie poznali mnie jako
Szymona Wydrę.
Sam mógł pan się ustawić lepiej, szybciej wypłynąć
- Mogłem. Oddział Zamknięty dwa razy proponował, bym został ich nowym
wokalistą. Robert Chojnacki chciał powtórzyć ze mną sukces płyty „ Sax
& Sex”. Było mi bardzo miło, ale przyjść na gotowe? Nie po to człowiek
tyle lat marzył, walczył, grał. Jestem twórcą, nie odtwórcą. Spaliłbym
się tam albo zanudził na śmierć.
Albo walczył o przywództwo.
- Nie jestem człowiekiem konfliktowym, a przynajmniej staram się nie być. Ale
twórcze scysje zdarzają się w każdym zespole. Zmuszają do działania i myślenia.
Znamy się jak łyse konie, wiemy, jak ze sobą rozmawiać. I wszystko robimy
razem. Jako zespół.
Prawdziwa męska przyjaźń?
- Trafić na ludzi, z którymi przez lata bardzo dobrze się rozumiesz, to szczęście
niebywałe, to jakbyś wygrał w totolotka. Takim człowiekiem jest Zbyszek
Suski, gitarzysta, i Karol Sionek, klawiszowiec. Jarek Suski też, choć jest z
nami krócej, i basista Piotrek Żak, choć jest od nas młodszy.
Od 13 lat jesteście na scenie, macie na koncie dwie płyty, rozwijacie się
muzycznie. A Pan wciąż się broni przed słowem dojrzały.
- I ode mnie go Pani nie usłyszy. Dojrzały znaczy dorosły, dorosły znaczy
poważny, poważny znaczy nudny. Dojrzałość jest nudna. Masz być trochę
dzieciakiem: żyjącym, spontanicznym. Wtedy jesteś nieprzewidywalny, ciekawy.
Jakiś. I twoja muzyka jest interesująca.
Ale Pan też się zmienił!
- W pewnych kwestiach na pewno: jestem bardziej nieufny, bardziej pilnuję
prywatności. Ale nie ma to nic wspólnego z dorosłością i dojrzewaniem.
Marzenia nie są po to, by je śnić, ale po to, by je spełniać. I podnosić
poprzeczkę. Nie ma co marzyć o samochodzie – trzeba marzyć o własnym
samolocie. Masz jedno życie, wykorzystaj je, póki możesz, póki masz siłę.
Pana sen się ziścił: album się sprzedaje, internauci wybrali Pana na
najlepszego polskiego wokalistę.
- Rankingi są ważne, ale jeśli znajdziesz miejsce w ludzkich sercach – to
jest sukces. Dlatego myślę sobie – ciesz się, ale nie podniecaj. Podniecaj
się wtedy, gdy zagościsz w sercach na dobre.
Żyje Pan w biegu. Przyjdzie cza na spokój i stabilizację?
- To moja stabilizacja. Jestem człowiekiem, który nie mieści się w szeroko
pojętych ramach normalności. Dzisiaj normą jest dom, samochód, firma,
ukochana osoba u boku, dzieci i ugotowany obiad – ja prowadzę życie
nienormalne. Bo dla mnie to nie norma, tylko nuda.
Stabilizacja nie oznacza nudy.
- Tak? A czemu ci, którzy ja osiągają, pytają mnie, co słychać w
„wielkim, kolorowym świecie”, jakby marzyli o tym, co robię? Jestem dla
nich ciekawy, bo jeśli ktoś o 15 je obiad, o 17 bierze gazetę, o 19 zasypia
przed telewizorem, budzi się na 21 i ogląda mecz w telewizji, o 7 rano idzie
do pracy, wraca o 15 itd., to nie ma o czym z nim gadać. Ale są tacy, którzy
takie życie sobie wymarzyli i tak funkcjonują. Ja wybrałem inny model. Póki
mogę, tak żyję i jestem szczęśliwy, że robię to, co lubię. 90 procent
ludzi w tym kraju nie może robić tego, co lubi. Ja mogę, więc po co mam to
zmieniać?
A nie chce Pan mieć dziecka?
- Bardzo bym chciał. Ale moje dziecko tez musi być „ nienormalne”: mieć
jakąś pasje, marzenia i pomysł na siebie. Samo znaleźć swoją drogę. Ja będę
tylko wskazywał kierunki – nietypowe, nieszablonowe. Nie będę niczego
zakazywał ani nakazywał. Tylko pilnował, żeby nie zeszło na złą drogę.
Uwaga, kiedyś to przeczyta!
- Mam nadzieję! Od lat wklejam do wielkich ksiąg wycinki prasowe. Nie mam
wszystkich, ale i tak to jest pięć tomów. Z perspektywy czasu widzę, jaka
drogę przeszliśmy.
Jak widzi Pan siebie za 20 lat?
- Jeśli człowiek ma w życiu pasję, to się nie starzeje. Dlatego ja postaram
się być zawsze młody, będę miał moją gitarę i moją muzykę. I będę
cieszyć się każdą chwilą.
Ewa Anna Baryłkiewicz
| |
Reedycja płyty "Bezczas"
CD + DVD
06.11.2006
"Gdzie
jesteś dziś"
"Bezczas"
14.11.2005
"Życie jak
poemat"
|