Menu

Główna
Nowe
Osoby
Historia
Muzyka
Obrazki
Teksty
Media
Prasa
Idee
Koncerty
Spotkania
Fanclub
Zabawki
Sznurki
Alge

Ten rok jest nasz

Echo Dnia, 12.05.2006

Rozmowa z Szymonem Wydrą, wokalistą zespołu Szymon Wydra & Carpe Diem.

Jak się czujesz jako Artysta Roku?
- W tym momencie czuję się fatalnie, ponieważ jestem chory (śmiech). Musiało mnie przewiać podczas jazdy busem między koncertami. A tak zupełnie na serio, to nie da się opisać uczuć towarzyszących człowiekowi przy odbieraniu takiej nagrody, jaką jest Eska Music Awards w kategorii Artysta Roku. To jest wyróżnienie za całokształt, a nie za jedną tylko piosenkę. Radość, satysfakcja i przyjemność są ogromnie. Przypominam, że jest to nagroda od słuchaczy, a nie od małej grupki osób, które według własnego widzimisię przyznaje taką czy inną statuetkę. Dla muzyków publiczność ma zawsze rację. My przecież nie gramy dla krytyków muzycznych, tylko dla niej.

Spodziewałeś się, że to właśnie ty wygrasz?
- Mieliśmy aż trzy nominacje, więc skłamałbym, jeśli powiem, że nie liczyłem, iż w którejś wygramy. Nie byłem jednak do końca pewien.

To nie wasz pierwszy sukces. Odkąd wydaliście singiel „Życie jak poemat”, a potem całą płytę „Bezczas”, ciągle dostajecie jakieś nagrody.
- Tak rzeczywiście jest. Teraz przeżywamy bardzo dobry okres w naszej czternastoletniej historii. Bardzo fajne jest to, że za każdym razem rywalizujemy z największymi gwiazdami polskiej sceny muzycznej, ale okazuje się, że to nas ludzie wybierają. Cieszy nas fakt, że nasi fani pochodzą z różnych środowisk i są w bardzo różnym wieku. Oznacza to, że nie jesteśmy w żadnej szufladzie. Warte podkreślenia jest także to, że dostajemy nagrody za płytę, którą wydaliśmy pod koniec roku. Krążek „Bezczas” miał więc zaledwie kilkadziesiąt dni, by zakotwiczyć się w ludzkich sercach. Dodam jeszcze jedno bardzo ważne zdanie. Nie byłoby nas bez fanów zespołu. Chciałbym więc podziękować im za wielkie wsparcie, które otrzymuję z ich strony codziennie.

To chyba dobra zapowiedź na ten rok?
- Do września mamy zaplanowanych trzydzieści koncertów. Bardzo fajnie się czujemy, kiedy ludzie w całej Polsce chcą nas słuchać. Czasami między występami pokonujemy odległości po kilkaset kilometrów. Nierzadko jednego dnia gramy dwa razy. Każdy zresztą może to sprawdzić na bieżąco na naszej stronie internetowej.

Często podkreślasz, że to nie ty sam tworzysz muzykę, ale jest z tobą cały zespół. Tymczasem na przykład w telewizji, kiedy jest wasz teledysk, anonsowany jest jako kawałek Szymona Wydry.
- Przestaliśmy już z tym walczyć, jednak kiedy mogę, to podkreślam, że ja to zespół Szymon Wydra i Carpe Diem. W naszej kapeli nikt nie stoi przed nikim. Każdy ma po prostu swoją rolę do spełnienia i musi się z niej wywiązać. Dzięki nazwie Szymon Wydra i Carpe Diem dajemy się ludziom poznać bardzo prywatnie, z imienia i nazwiska.

Nadal masz takie wzięcie u dziewczyn? Słyszałem, ze wiele z nich proponowało Ci, być został ojcem ich dziecka. No, przynajmniej chrzestnym…
- (śmiech) Takie prośby przychodzą do mnie falami. Raz panie chcą, bym został tatą ich potomstwa, a innym razem ojcem chrzestnym. Teraz wiele matek ma mi za złe, że obciąłem włosy. Będąc w ciąży, wiedziały już, że ich synowie dostaną imię Szymuś i będą mieli takie długie włosy. Odkąd zmieniłem fryzurę, nie wiedzą, co mają zrobić (śmiech)

Dlaczego właściwie ściąłeś włosy. Znudziły Ci się?
- Moja decyzja zbiegła się z wydaniem płyty, więc wiele osób stwierdziło, że był to chwyt marketingowy. A tak naprawdę to była decyzja, do której dorastałem cały rok. Dowody na to są namacalne. W okresie przejściowym nosiłem przecież długo warkoczyki. Ten czas był swoistym przygotowaniem się do ścięcia włosów. Innym powodem zmian był szacunek dla długich włosów. Natury nie da się oszukać i nie chciałem za kilka lat wyglądać jak Jerzy Kryszak.

Ile jest dziś w Szymonie Wydrze człowieka, który zaczął śpiewać poezję?
- Bardzo dużo. Nie będę mówił, że nic się nie zmieniło, bo bym skłamał. Przez tyle lat pracy w zespole nabraliśmy wiele doświadczenia i dużo się nauczyliśmy. Staliśmy się o wiele bardziej nieufni, żeby nie dać się wykorzystywać. A wszystko po to, by nasza muzyka nie była kiedyś dodawana jako gadżet do proszku do prania. Wracając jednak do Szymona Wydry jako osoby, która do życia podchodziła poetycko, to jest ciągle podobnie. Nadal nasze teksty nie są banalne i żeby je dobrze odczytać, trzeba pomyśleć. Dlatego uważam, że fanami Carpe Diem są ludzie inteligentni, którzy rozumieją, co chcemy im powiedzieć. Za to ich bardzo szanujemy.

Zawiodłeś się na kimś konkretnym?
- Zwątpiłem w osobę, na której muzyce się wychowałem. Bardzo smutna historia, która dała mi wiele do myślenia.

Zdradzisz, kto to jest?
- Znana postać, jednaka nie ma sensu podawać nazwiska.

Kilka razy mówiłeś, że życie Cię nie rozpieszczało. Teraz chyba nie narzekasz?
- Nie popadajmy w skrajności. Naturalnie, obecnie nie mogę narzekać, ale nie jest też bardzo dobrze. W Polsce show-biznes nie jest ani show, ani biznesem i ludziom z tak zwanej telewizji niekoniecznie musi się przelewać. Jeśli porównamy nasze realia z tym, co jest w innych krajach to wyjdzie nam, że nad Wisłą wszystko dopiero raczkuje.

Kiedyś poważnie grałeś w piłkę nożną, byłeś nawet w zespole Radomiaka, ale wybrałeś muzykę. Czy dziś uprawiasz jeszcze jakiś sport?
- Coraz mniej, ze względu na duży brzuch (śmiech). Ale ktoś mi kiedyś tłumaczył, ze dzięki opływowym kształtom mógłbym szybciej przecinać powietrze. Nadal jednak jestem wielkim kibicem Radomiaka. Mieszkam w końcu niespełna sto metrów od stadionu. Szkoda tylko, że mecze są rozgrywane w weekendy, kiedy gram koncerty.

Zawsze zaznaczasz, że jesteś z Radomia, tymczasem kolejne Dni Radomia – i znów zespół Carpe Diem nie zagra. Dlaczego?
- To pytanie trzeba skierować do władz miasta. Niestety, nikt do nas w tej sprawie nie zadzwonił. Zawsze tłumaczę, że bardzo chciałbym zagrać dla mojego miasta, gdyby tylko ktoś się do mnie odpowiednio wcześniej zgłosił. Mam jednak nadzieję, że już niedługo w Radomiu sytuacja zmieni się na lepsze. Już są tego oznaki. Przede wszystkim mamy inne władze niż wcześniej.

Przed wami znów wielka szansa. W czerwcu zagracie drugi rok z rzędu podczas opolskiego festiwalu.
- Dla nas udział w tej imprezie jest wielkim wyróżnieniem. Gramy tam w kategorii płyta rockowa roku. Występ na deskach opolskiego amfiteatru dla każdego artysty jest wielkim przeżyciem. Tam czuć naprawdę niesamowitą atmosferę, a ten rok będzie szczególny, bowiem po raz ostatni koncert odbędzie się na starej scenie.

Jesteś wielkim miłośnikiem majonezu. Czy jest coś, do czego go nie używasz?
- (śmiech) Swój żołądek przyzwyczajałem do majonezu przez 30 lat. Teraz jem z nim takie rzeczy, po których normalny człowiek mógłby tego nie przeżyć. Z majonezem nie mieszałem tylko herbaty.

W twoich żyłach płynie podobno ukraińska krew. Masz tam rodzinę?
- Moi krewni mieszkają na całej wschodniej i południowej Ukrainie, od Kijowa, przez Odessę, aż po Donieck.

A ile jest w tobie z Ukraińca?
- Gdy jestem w trasie i jemy gdzieś obiady, to zawsze proszę by ziemniaki podano mi ze śmietaną (śmiech)

Dominik Majsterek
Echo Dnia 12.05.2006

Reedycja płyty "Bezczas"

CD + DVD

06.11.2006

"Gdzie jesteś dziś"

"Bezczas"

14.11.2005

"Życie jak poemat"