- Aż trzy
lata czekałem na wydanie płyty "Bezczas". Ukaże się ona 14
listopada, ale przez ten czas trzy razy zostałem okradziony z samochodów
należących do zespołu! - opowiada piosenkarz.
Bezczelne
bandziory dwa razy ukradły ten sam samochód - bus ford transit. Za pierwszym
razem chłopakom udało się go odzyskać, ale samochód był w opłakanym
stanie - całkiem zdemolowany.
- Aż przykro
było patrzeć - wspomina Szymon. - Samochód chodził jak szwajcarski
zegarek, ale jak go wzięli złodzieje, to się popsuł. Z wściekłości
rozbili go łomem!
Chłopcy z
Carpe Diem odremontowali bus, bo był dla nich jak drugi dom. Ale złodzieje
nie dali za wygraną. - Zabrali go z mojej posesji! Wyrwali w tym celu bramę
z fundamentów - żali się Szymon.
Ponieważ zespół
nie miał pieniędzy na nowy bus, chłopcy musieli jeździć 20-letnim
mercedesem. I on też zniknął! A najgorsze, że przy okazji kradzieży po
Radomiu, gdzie mieszka Szymon, poszła fama, że muzyk został postrzelony. -
Szukałem samochodu i załatwiałem jakieś formalności i nawet nie
skontaktowałem się z rodzicami. A tu nagle ktoś dzwoni do mojej mamy i mówi:
"Czy pani wie, że pani syn został postrzelony?" - opowiada Szymon.
- Ja w tym czasie miałem wyłączoną komórkę. Mama już była jedną nogą
na tamtym świecie!
Po tych
wszystkich przeżyciach Szymon ma uraz na punkcie złodziei. - Morderca zabije
i nie masz nic do gadania, a złodziej ukradnie coś, co jest najcenniejsze w
życiu, może to być nawet twoja kobieta, i wtedy sam strzelisz sobie w łeb
- tłumaczy swój stosunek do kradzieży.