|
| |
Łzy w oczach
ABC Leszno
Szymon Wydra i zespół Carpe Diem wystąpili
podczas Dni Leszna. Z wokalistą o śpiewaniu, karierze muzycznej i programie
"Idol" rozmawia Paweł Klak.
- Jakie wrażenia po koncercie?
- Po raz pierwszy jestem w Lesznie i myślę, że nie ostatni. Było widać, że
ani nam nie chciało się schodzić ze sceny, ani publiczności nie chciało sie
wracać do domu. I nie przeszkodziła nikomu niesprzyjająca deszczowa pogoda.
Było świetnie.
- Jakie były początki zespołu Carpe Diem?
- Carpe Diem to druga nazwa zespołu. Grupa powstała w 1992 roku w Radomiu. Na
moje nieszczęście stało sie to w dobie disco polo, ja to nawet nazywam
"disco z pola". To nie jest muzyka, bo muzyką są dźwięki i słowa,
które dają do myślenia, poszerzają wyobraźnię. Dziesięć lat walczyliśmy
z tym potworem i gdyby nie Carpe Diem, to byśmy tego nie wytrzymali. Wiele
fantastycznych kapel padło, a nam udało się przetrwać.
- Widać, że bardzo lubisz to, co robisz. Od dawna myślałeś o karierze
piosenkarza?
- Nigdy w życiu nie byłem na ani jednej lekcji śpiewu. Skończyłem za to
wszystkie możliwe szkoły na gitarę klasyczną. jako życiowy optymista założyłem
zespół punkowy Nadzieja i pewnego razu przypadkowo udało mi się ryknąć w
mikrofon. Czasami gram na gitarze podczas występów, które nazywają się
"Spotkania z Szymonem Wydrą". To koncerty bardziej liryczne, bez prądu,
w bardzo małym gronie osób.
- Obecnie jesteś bardzo kojarzony z programem "Idol", w którym wziąłeś
udział. Zrobiłeś to bardziej dla siebie samego, czy też po to, aby wypromować
zespół?
- Ludzie bez knća pytają mnie o "Idola", a ja pytam , po co?
Wszystko przecież zostało już powiedziane. Występ w "Idolu" był
oczywiście promocją Carpe Diem.
- Czy krępuje cię opowiadanie o udziale w programie, który dziś nie cieszy
się dobrą opinią? Wiele osób uważa, że program był zwykłym relity show,
które wypromowało telenty o średniej jakości.
- Gdybym się tego krępował, to nigdy bym tam nie poszedł. Program
"Idol" był najlepszą realizacją telewizyjną, jaka przytrafiła się
muzyce polskiej od początku lat dziewięćdziesiątych. nam pozwolił się wybić.
Nie nauczył nas grać i śpiewać. Gdyby występujące w programie osoby
niczego nie umiały, szybko poniosłyby klęskę. A jednak były już cztery
jego edycje. Na polskiej scenie muzycznej pojawiło sie wiele nowych twarzy. To
także sukces "Idola".
- Jak oceniasz obecną polską scenę muzyczną, solistów i ich zespoły?
- Na polskiej scenie muzycznej jest ogromna konkurencja, która zwiększa jakość
i sprzeciwia się rutynie. Rynek nie daje żadnych szans na zaistnienie młodym
zespołom. Jeżdżąc po kraju z koncertami, słyszymy supportujące nas grupy.
To wspaniali ludzie o znakomitych pomysłach muzycznych . Współczuję im. Wiem
dzisaj, że na wypromowanie zespołu potrzeba ogromnych pieniędzy i przychylności
mediów. Trzeba wykreować twarz, pokazać się prywatnie jako pzyjaciel, który
nie tylko śpiewa, ale także ma coś w głowie. Dopiero takiego muzyka Polacy
akceptują. w Europie Zachodniej wystarczy wrzucić piosenkę na listę przbojów
Vivy i wszstko załatwione. Albo ludzie to kupią, albo nie.
- Szymona Wydrę & Carpe Diem coraz częściej słychać w radiu i można
oglądać w telewizji. Stajecie się coraz bardziej popularni...
- Myślę, ze jeszcze dużo przed nami. Telewizja i radio nie są najważniejsi,
ale dzięki temu ludzie mogą nas poznać. Sprzedaż płyt też się nie liczy
ze względu na piractwo. Jedyną rację ma publiczność koncertowa. Gdy śpiewam,
bardzo często mam zamknięte oczy, a gdy je otworzę, bardzo uważnie obserwuję
tłum. W Lesznie widziałem, jak ludzie śpiewali, niektórzy nawet mieli łzy w
oczach. I to dopiero jest dla mnie prawdziwa satysfakcja.
Żródło: Gazeta ABC
| |
Reedycja płyty "Bezczas"
CD + DVD
06.11.2006
"Gdzie
jesteś dziś"
"Bezczas"
14.11.2005
"Życie jak
poemat"
|