Menu

Główna
Nowe
Osoby
Historia
Muzyka
Obrazki
Teksty
Media
Prasa
Idee
Koncerty
Spotkania
Fanclub
Zabawki
Sznurki
Alge

Zbyszek Suski terrorysta?*

Dwa dni temu nieopatrznie wzięłam do ręki nowy numer pewnego czasopisma (a imię jego było Tylko Rock) i zauważyłam, że jest w nim wywiad z pewnym radomskim zespołem (a imię jego zaczynało się na I i jakieś krótkie było... nie pamiętam:-), a jako że ostatnio byłam na ich koncercie, który nota bene, nie bardzo mi się podobał, postanowiłam ów wywiad przeczytać z nadzieją, iż panowie zechcą wyjaśnić mi w nim, dlaczego koncert był tak marny... Gdybym wiedziała, że przeczytanie tego wywiadu na zawsze zmieni moje życie...! Wracając jednak do tematu, kontekst wywiadu był mniej więcej taki: wywiadowca zasugerował, iż muzyka owego tajemniczego zespołu zatoczyła tzw. koło, po latach przerwy wrócili bowiem do ostrego grania. Poprzednia płyta, „Tu i teraz” była, mówiąc dosadnie, komercyjna i popowa, co mogłoby sugerować, iż lata świetności ów zespół ma już dawno za sobą. Zapytano więc członków (zespołu, rzecz jasna) o zmiany, które zaszły, m.in. o odejście wcześniejszego gitarzysty, Zbyszka Suskiego, na co zespół dał średnio dyplomatyczną odpowiedź, w rodzaju: Zbyszek nie czuł naszych klimatów, wolał grać lżejsze kawałki, dlatego odszedł do swojego zespołu. Oczywiście, jak możemy się łatwo domyśleć, nazwa zespołu, do którego zdezerterował Zbyszek nie pojawiła się, bo jakże bardzo znany radomski zespół mógłby robić darmową promocję mniej znanemu radomskiemu zespołowi. Jedynie resztki dziennikarskiej etykiety sprawiły, iż nazwa Carpe Diem pojawiła się w nawiasie jako przypis autora wywiadu. Ale nie o tym mowa, bowiem to, co nastąpiło, przyprawiło mnie o zawrót głowy, tak że gdybym siedziała, to z pewnością spadłabym z krzesła. Na szczęście stałam. Otóż, z tego co wywnioskowałam ze słów zespołu, stwierdzam, iż za kształt płyty „Tu i teraz”, od którego najwyraźniej próbują się przy swoim nowym, „ostrym” jak gilette image’u odżegnywać,  odpowiedzialność ponosi właśnie Zbyszek. Argumenty padają wątpliwe: że on niby, jako jedyny gitarzysta, miał decydujący wpływ na rockowe brzmienia, a skoro wolał „lżejsze klimaty”, to wyszło jak wyszło. Może jestem zbyt ograniczona, aby się w tym wszystkim wyrozumieć, ale na pierwszy rzut oka kilka spraw nie trzyma mi się tak zwanej kupy. Po pierwsze, mimo iż wierząca jestem, nie wierzę, że 15 lat młodszy Zbyszek przyszedł do panów Gadowskiego, Owczarka i Sójki, jakby nie było, weteranów polskiej sceny rockowej, z dużym dorobkiem i doświadczeniem i zwyczajnie ich sterroryzował, mówiąc, że on woli „lżejsze klimaty”, więc ostro za nic w świecie nie będzie grał. A panowie bez szemrania podporządkowali się Zbyszkowi. Po drugie, jeśli faktycznie taki gitarzysta im nie pasował, mogli zwyczajnie zrezygnować z jego usług na rzecz jakichś superostrych wymiataczy (teraz mają ich, zdaje się w porywach do trzech...). Po trzecie, nie sądzę, aby Zbyszek miał decydujący wpływ na repertuar zespołu (z całym SZACUNKIEM dla Zbyszka). Powiem więcej, zdaje mi się, iż zespół nie miał w tamtym czasie pomysłu na siebie, jak sami przyznają, nikt nie chciał im tej płyty wydać, wydali ją sobie sami, dlatego, aby trafić w tzw. szerokie grono odbiorców, które łatwiej asymiluje sobie muzykę popową, a nie rockową, nagrali właśnie taki album (swoją drogą, tytuł dobrze to oddaje). Wygląda na to, iż była to celowa strategia zespołu lub, co prawdopodobne, nagląca potrzeba chwili, żeby wydać cokolwiek, grać koncerty, być obecnym na scenie. Nie chcę być źle zrozumiana: ja tego nie potępiam, bowiem uznaję prawo każdego zespołu do rozporządzania swoją tożsamością według własnych pomysłów i woli, natomiast zdecydowanie nie zgadzam się z metodą szukania kozła ofiarnego. Dla mnie bowiem to, co przeczytałam w „Tylko Rock” wygląda tak: Zbyszka i zespół Carpe Diem kojarzy pewnie niewiele osób, na pewno mniej niż zespół na I., więc bezpiecznie można obarczyć tą absurdalną odpowiedzialnością kogoś, kto raczej temu nie będzie miał szans zaprzeczyć (przynajmniej na łamach tak szanującego się pisma, jak „Tylko Rock”). Tak naprawdę, absurdalność całej tej argumentacji wzmacniają jeszcze inne fakty: pan Gadowski przecież, we własnej osobie, był producentem rzekomych „lżejszych klimatów” na pierwszej płycie Carpe Diem, poza tym, dlaczego nikt nie wspomina o „chwalebnym” i jakże rockowym występie zespołu na I. w eliminacjach do Eurowizji...? albo jednakowoż rockowych solowych produkcjach pana Gadowskiego? Czy to też wszystko wina Zbyszka?

Na koniec chciałam zachęcić wszystkich, do sięgnięcia po najnowszy numer „Tylko Rock” i zapoznania się z tym arcyciekawym wywiadem. Życzę również zespołowi na I, aby ich nowa płyta okazała się sukcesem, tak, by nie musieli się jej wstydzić czy za nią przepraszać. A na przyszłość, życzę im więcej odwagi w braniu odpowiedzialności za swoje decyzje artystyczne i kompromisy...

alge

*Wszystkie opinie wyrażone w tym artykule są opiniami autorki tekstu, za które ponosi ona całkowitą odpowiedzialność. Zapraszam do zabrania głosu w dyskusji na moim blogu (www.tenbit.blog.pl/alge) lub za pośrednictwem e-maila (algecirasek@interia.pl)

 

Reedycja płyty "Bezczas"

CD + DVD

06.11.2006

"Gdzie jesteś dziś"

"Bezczas"

14.11.2005

"Życie jak poemat"