Menu

Główna
Nowe
Osoby
Historia
Muzyka
Obrazki
Teksty
Media
Prasa
Idee
Koncerty
Spotkania
Fanclub
Zabawki
Sznurki
Alge

Blondynka rozwiewa wątpliwości: czy Szymon Wydra i Carpe Diem odnieśli sukces?

 

Sukces niejedno ma imię

 

  Słońce, piaszczyste plaże, ciepła woda w czystych jeziorach, chłodny wietrzyk w górach, zimne piwo i imprezy do białego rana też mogą się w końcu znudzić. Na szczęście wakacje już się skończyły, czas wrzucić bikini na dno szafy, a opaleniznę zakryć wełnianym swetrem i zabrać się do jakiegoś wysiłku intelektualnego. Błogie lenistwo skłoniło mnie tym razem do zastanowienia się nad zjawiskiem, które szczególnie w lecie nabiera specyficznego znaczenia, bowiem lato to ogórkowy sezon na koncerty, różnego rodzaju festiwale i imprezy. Zjawiskiem, o którym chcę dziś napisać jest mianowicie sukces, mroczny przedmiot pożądania każdego człowieka, a zwłaszcza tego, kto liznął słodko-gorzkiego smaku szoł biznesu.

Wiadomo przecież, że sukces jest podstawą funkcjonowania w tym środowisku, wyznacza hierarchię, decyduje o popularności i pieniądzach, ale tak naprawdę nie da się go tak do końca zdefiniować, określić. Sukces jest trochę jak powietrze, bo choć doskonale zdajemy sobie sprawę, że istnieje i jest nam do życia koniecznie potrzebny, to nie potrafimy go ani zmierzyć, ani zważyć, ani ująć w jakieś namacalne ramy.

No bo jak? Czy mamy mierzyć go ilością sprzedanych płyt, kiedy w naszym kraju piractwo fonograficzne rozpanoszyło się jak dżuma w czternastowiecznej Europie? Jakie pokrycie z rzeczywistością mają oficjalne rankingi sprzedaży płyt, skoro powszechnie wiadomo, iż każdy internauta ma swobodny i, co ważniejsze, całkowicie darmowy dostęp do nagrań, które krążą w sieci pod postacią złowrogich mp3. Czy bez zaglądania na Stadion Dziesięciolecia będziemy kiedykolwiek w stanie stwierdzić, kto w Polsce sprzedaje się najlepiej? Sceptycy odpowiedzą, że piractwo swoją drogą, ale niektórzy artyści i tak sprzedają w Polsce kilkaset tysięcy swoich krążków (co dodatkowo pozwala przypuszczać, iż nakłady pirackich kopii sięgają milionów). Trudno się z tym nie zgodzić, lecz są to przeważnie wykonawcy, którzy mają ugruntowaną pozycję na rynku muzycznym, nie są debiutantami, a jak wiadomo, o wiele łatwiej jest sprzedać się komuś, kto jest już znany, ma swoją publiczność, ciągle pokazywany jest w mediach. Żaden marketing nie zapewni takiej samej pozycji startowej debiutantowi.

Dla sporej grupy osób, słusznie nazwanej przez Szymona Wydrę „lożą szyderców”, argument sprzedawalności płyt jest jedynym słusznym, zupełnie tak, jakby sukces dało się zmierzyć za pomocą pieniędzy. Może rzeczywiście jest to jedyna słuszna kategoria, w którą da się ująć sukces? Może wobec komercyjnego sukcesu chylić czoło muszą wszelkie inne wartości, jakie kryje w sobie muzyka, w tym wartości artystyczne?

Czy nagranie dobrej płyty z ciekawymi utworami, mądrymi tekstami, pięknym wokalem, płyty nowocześnie zagranej, lecz czerpiącej z najlepszych rockowych tradycji (wiecie, o jakiej płycie mówię:-) samo w sobie nie jest sukcesem? Czy potrzeba jeszcze udowadniać jej wartość zestawieniami o sprzedaży, skoro wszyscy doskonale wiemy, że w tym biednym kraju ludzi zwyczajnie nie stać na kupowanie płyt, tym bardziej jeśli są to debiutanckie krążki, nie mające podbudowy w przeszłości? Sytuację pogarsza jeszcze fakt, iż sukces jest bardzo cennym towarem przetargowym w rękach mediów, bo to one decydują o tym, kto jest na topie, od nich w dużym stopniu zależy promocja, a co za tym idzie, ilość sprzedanych płyt; jednakże media rządzą się swoimi prawami, często nie do końca jasnymi, a z pewnością niedostępnymi dla zwykłych, szarych ludzi. Wielu krytyków, recenzentów, dziennikarzy nie może zaś znieść faktu, iż wielki medialny sukces, jakim był program Idol, mógł mieć swoje daleko idące konsekwencje, tzn., że mógł on rzeczywiście otworzyć furtki do świata szoł biznesu młodym, utalentowanym ludziom, a nie jedynie wylansować kolejne gumowe lalki, modne przez dwa tygodnie.

Nieprzychylność bierze się pewnie stąd, iż w mniemaniu wielu ludzi, Idol jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienił stado kopciuszków w gwiazdy, które mają swoich wiernych fanów, w przeciwieństwie do blednących, nieświeżych, wczorajszych gwiazd. Zapomina się jednak o tym, że tak naprawdę u niejednego z finalistów Idola poprzedzały lata ciężkiej pracy, nauki, mnóstwo zagranych koncertów, napisanie wielu piosenek, mniejsze i większe sukcesy, bo sukces nie wziął się z powietrza, tylko był efektem wieloletnich wysiłków i zmagań nie tylko z materią artystyczną, ale i ekonomiczną. Nic to jednak nie znaczy dla tych, którym sukces idoli staje ością w gardle. Pewien redaktor na przykład sukcesu Szymona i jego zespołu chce doszukiwać się w czymś zupełnie innym: „Dziewczęta wpatrzone w Szymona Wydrę, ulepionego jak seksualne zwierzę, nie słuchają tekstów, myślą o czymś innym, aż wstyd pomyśleć o czym...” Nasuwa się pytanie: czy ten osobnik choć raz był na koncercie Szymona i Carpe Diem? Czy widział, jak ludzie się bawią? Czy widział, jak razem z Szymonem śpiewają „Zegarmistrza światła”, jak nie pozwalają zespołowi zejść ze sceny bez co najmniej kilku bisów?

Dla wszystkich wątpiących w sukces zespołu Carpe Diem mam jedną radę: wybierzcie się na ich koncert, których tego lata zagrali kilkadziesiąt. Zobaczcie, jaka panuje na nich atmosfera, jak bawią się fani. Posłuchajcie jakiejkolwiek listy przebojów, której miejsca określane są według jasnego, czystego kryterium - głosami fanów, choćby najpopularniejszą w Polsce POPLISTĘ, a przekonacie się, iż sukces tak naprawdę mierzony jest ilością muzyki w sercach ludzi, do których ona dociera. Bo sukcesem, moim skromnym zdaniem, jest znaleźć swoje miejsce w sercach nawet jeśli nielicznych, lecz prawdziwych fanów.

  alge 04.09.2003

Reedycja płyty "Bezczas"

CD + DVD

06.11.2006

"Gdzie jesteś dziś"

"Bezczas"

14.11.2005

"Życie jak poemat"