|
|
|
Blondynka
rozwiewa wątpliwości: czy Szymon Wydra i Carpe Diem odnieśli sukces? Sukces
niejedno ma imię
Wiadomo przecież, że sukces jest podstawą
funkcjonowania w tym środowisku, wyznacza hierarchię, decyduje o popularności
i pieniądzach, ale tak naprawdę nie da się go tak do końca zdefiniować,
określić. Sukces jest trochę jak powietrze, bo choć doskonale zdajemy sobie
sprawę, że istnieje i jest nam do życia koniecznie potrzebny, to nie
potrafimy go ani zmierzyć, ani zważyć, ani ująć w jakieś namacalne ramy. No bo jak? Czy mamy mierzyć go ilością
sprzedanych płyt, kiedy w naszym kraju piractwo fonograficzne rozpanoszyło się
jak dżuma w czternastowiecznej Europie? Jakie pokrycie z rzeczywistością mają oficjalne rankingi sprzedaży płyt,
skoro powszechnie wiadomo, iż każdy internauta ma swobodny i, co ważniejsze,
całkowicie darmowy dostęp do nagrań, które krążą w sieci pod postacią złowrogich
mp3. Czy bez zaglądania na Stadion Dziesięciolecia będziemy kiedykolwiek w
stanie stwierdzić, kto w Polsce sprzedaje się najlepiej? Sceptycy odpowiedzą,
że piractwo swoją drogą, ale niektórzy artyści i tak sprzedają w Polsce
kilkaset tysięcy swoich krążków (co dodatkowo pozwala przypuszczać, iż nakłady
pirackich kopii sięgają milionów). Trudno się z tym nie zgodzić, lecz są
to przeważnie wykonawcy, którzy mają ugruntowaną pozycję na rynku
muzycznym, nie są debiutantami, a jak wiadomo, o wiele łatwiej jest sprzedać
się komuś, kto jest już znany, ma swoją publiczność, ciągle pokazywany
jest w mediach. Żaden marketing nie zapewni takiej samej pozycji startowej
debiutantowi. Dla sporej grupy osób, słusznie nazwanej przez Szymona
Wydrę „lożą szyderców”, argument sprzedawalności płyt jest jedynym słusznym,
zupełnie tak, jakby sukces dało się zmierzyć za pomocą pieniędzy. Może
rzeczywiście jest to jedyna słuszna kategoria, w którą da się ująć
sukces? Może wobec komercyjnego sukcesu chylić czoło muszą wszelkie inne
wartości, jakie kryje w sobie muzyka, w tym wartości artystyczne? Czy nagranie dobrej płyty z ciekawymi utworami, mądrymi
tekstami, pięknym wokalem, płyty nowocześnie zagranej, lecz czerpiącej z
najlepszych rockowych tradycji (wiecie, o jakiej płycie mówię:-) samo w sobie
nie jest sukcesem? Czy potrzeba jeszcze udowadniać jej wartość zestawieniami
o sprzedaży, skoro wszyscy doskonale wiemy, że w tym biednym kraju ludzi
zwyczajnie nie stać na kupowanie płyt, tym bardziej jeśli są to debiutanckie
krążki, nie mające podbudowy w przeszłości? Sytuację pogarsza jeszcze
fakt, iż sukces jest bardzo cennym towarem przetargowym w rękach mediów, bo
to one decydują o tym, kto jest na topie, od nich w dużym stopniu zależy
promocja, a co za tym idzie, ilość sprzedanych płyt; jednakże media rządzą
się swoimi prawami, często nie do końca jasnymi, a z pewnością niedostępnymi
dla zwykłych, szarych ludzi. Wielu krytyków, recenzentów, dziennikarzy nie może
zaś znieść faktu, iż wielki medialny sukces, jakim był program Idol, mógł
mieć swoje daleko idące konsekwencje, tzn., że mógł on rzeczywiście
otworzyć furtki do świata szoł biznesu młodym, utalentowanym ludziom, a nie
jedynie wylansować kolejne gumowe lalki, modne przez dwa tygodnie. Nieprzychylność bierze się pewnie stąd, iż w
mniemaniu wielu ludzi, Idol jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki
zmienił stado kopciuszków w gwiazdy, które mają swoich wiernych fanów, w
przeciwieństwie do blednących, nieświeżych, wczorajszych gwiazd. Zapomina się
jednak o tym, że tak naprawdę u niejednego z finalistów Idola poprzedzały
lata ciężkiej pracy, nauki, mnóstwo zagranych koncertów, napisanie wielu
piosenek, mniejsze i większe sukcesy, bo sukces nie wziął się z powietrza,
tylko był efektem wieloletnich wysiłków i zmagań nie tylko z materią
artystyczną, ale i ekonomiczną. Nic to jednak nie znaczy dla tych, którym
sukces idoli staje ością w gardle. Pewien redaktor na przykład sukcesu
Szymona i jego zespołu chce doszukiwać się w czymś zupełnie innym:
„Dziewczęta wpatrzone w Szymona Wydrę, ulepionego jak seksualne zwierzę,
nie słuchają tekstów, myślą o czymś innym, aż wstyd pomyśleć o
czym...” Nasuwa się pytanie: czy ten osobnik choć raz był na koncercie
Szymona i Carpe Diem? Czy widział, jak ludzie się bawią? Czy widział, jak
razem z Szymonem śpiewają „Zegarmistrza światła”, jak nie pozwalają
zespołowi zejść ze sceny bez co najmniej kilku bisów? Dla wszystkich wątpiących w sukces zespołu Carpe Diem
mam jedną radę: wybierzcie się na ich koncert, których tego lata zagrali
kilkadziesiąt. Zobaczcie, jaka panuje na nich atmosfera, jak bawią się fani.
Posłuchajcie jakiejkolwiek listy przebojów, której miejsca określane są według
jasnego, czystego kryterium - głosami fanów, choćby najpopularniejszą w
Polsce POPLISTĘ, a przekonacie się, iż sukces tak naprawdę mierzony jest ilością
muzyki w sercach ludzi, do których ona dociera. Bo sukcesem, moim skromnym
zdaniem, jest znaleźć swoje miejsce w sercach nawet jeśli nielicznych, lecz
prawdziwych fanów. |
Reedycja płyty "Bezczas" CD + DVD
06.11.2006
"Gdzie jesteś dziś" "Bezczas"
14.11.2005
"Życie jak poemat" |