Menu

Główna
Nowe
Osoby
Historia
Muzyka
Obrazki
Teksty
Media
Prasa
Idee
Koncerty
Spotkania
Fanclub
Zabawki
Sznurki
Alge

Sława, popularność czy zwykłe gwiazdowanie?

 

Wraz z nastaniem września nabiera człowiek ochoty na intelektualną aktywność, postanowiłam więc napisać dziś krótkie orędzie do świata, w sprawie wagi niezwykłej. Zastanawiacie się, jakiż to temat zasłużył sobie dziś, by być przedmiotem moich głębokich rozważań? Jeśli tak, nie będę już dłużej trzymać nikogo w niepewności i bez odwracających uwagę wstępów, przejdę do rzeczy. Znaczy, będzie o sławie i popularności.

Nie widzę entuzjazmu w Waszych twarzach? Czyżby temat zdawał się wtórny, wyświechtany, oczywisty? Każdy z nas poniekąd posiada wyrobioną opinię w owej kwestii, jednakże nie sposób nie zauważyć, iż niezmiennie towarzyszą pojęciu sławy spore emocje. Wędrując sobie na przykład po forum na oficjalnej stronie Carpe Diem możemy bez trudu natknąć się na gorące dyskusje dotyczące tego problemu, co świadczy o jego nośności i istotności. Warto więc, moim skromnym zdaniem, przyjrzeć się bliżej pojęciu sławy, by zweryfikować, a przede wszystkim nie przeceniać jego znaczenia w hierarchii artystycznych wartości.

Owo smętne wprowadzenie być może dobrze nie wróży, przejdźmy więc do konkretów. Obok siebie możemy dość często znaleźć takie opinie: „Dlaczego Artysta X gwiazduje? Czy sława uderzyła do głowy Artyście Y?” oraz „Artysty X jest za mało w mediach! Dlaczego Artysta Y tak rzadko pojawia się w tv, prasie, radio?” Ślepy zauważyłby, iż tkwi w tym pewna sprzeczność: z jednej strony bronimy się czterema nogami przed zgubnym bakcylem sławy, utożsamiamy go jednoznacznie z gwiazdorską manierą, sodówką i tłumem bodygardztwa, z drugiej zaś strony cieszymy się z każdego jej przejawu, wiąże się ona bowiem z prestiżem i potwierdza niejako wartość produkcji artystycznej danego wykonawcy. Jak to więc tak naprawdę jest? Pożądana czy zgubna? Dobra czy zła? Moralnie dopuszczalna czy utylitarnie korzystna? A może sława sławie nierówna?

Nim dobierzemy się do sławy od strony moralnej, zastanówmy się, po co ona komu. Po pierwsze i być może najważniejsze, sława, popularność jest dziś piątą czy szóstą władzą, ten bowiem, kto ją posiada, zdobywa siłę przekazu. Jeśli czyjaś twarz, nazwisko nie są znane, pies z kulawą nogą nie będzie chciał go słuchać, traktowany będzie z góry, bowiem media rządzą się prawem rozpoznawalności, a przecież to media są dziś przekaźnikiem informacji, dystrybutorem idei. Popularność jest więc poniekąd niezbędna, gdy ktoś ma coś do powiedzenia i chce to rozpropagować – nie jest to mój wymysł, o czym świadczą choćby ogromne nakłady wkładane w promocję różnych przedsięwzięć, zwłaszcza muzycznych. Widać więc wyraźnie, iż w tym wypadku sława jest narzędziem służącym dyfuzji idei czy twórczości danego wykonawcy. Problem zaczyna się w momencie, kiedy sława staje się celem samym w sobie, zaczyna przesłaniać istotę muzyki – jej artystyczną wartość. Znamy ten mechanizm doskonale – apetyt rośnie w miarę jedzenia, dlatego też wielu wykonawców, którym udało się zakosztować sławy czubkiem języka, nabrało ochoty na więcej. Dochodzi do sytuacji, dla jednych absurdalnych, dla innych wstrząsających, kiedy popularność karmi się skandalem, nierzadko przekraczając granice dobrego smaku czy wręcz granice ludzkiej przyzwoitości, łamiąc elementarne prawa więzów rodzinnych czy intymności (bez wymieniania nazwisk przykłady nasuwają się same...). Komentarzem do tego niech będzie nasz niesmak, tak obcy egzaltacji, z jaką traktują owe „rewelacje” i pornograficzne niemalże uzewnętrznienia stanów ducha i emocji niektórych „gwiazd” czasopisma brukowe, nakręcające spiralę kartonowej popularności, która bazuje w większym stopniu na pojawianiu się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, niż na dokonaniach artystycznych. Nie zamierzam jednak nikogo potępiać, ani ekskomunikować, nie mam bowiem kompetencji, zaś autonomia jednostki oraz prawo do obierania sobie takiej drogi, jaką uważa za słuszną, jest bezsprzecznie niepodważalną wartością dla mnie. Chciałabym natomiast zwrócić uwagę moich szanownych czytelników na fakt, iż sława ma niewątpliwie różne oblicza.

Pojęcie gwiazdowania, ściśle związane z konceptem sławy, jest to po prostu sposób, w jaki dana osoba korzysta ze swojej popularności, czym ona jest dla danego artysty i jaki ma do siebie w tym wszystkim dystans. Sprawa jest na tyle oczywista, że nie ma powodu, by się o niej rozpisywać – zależy to w zasadzie jedynie od człowieka, nie zaś od stopnia popularności, o czym przekonują nas przykłady prawdziwie wielkich, uwielbianych, a jednocześnie skromnych i przystępnych artystów. Oczywiście, sporo jest wykonawców skąpanych w sodówce, budujących wokół siebie twierdze i sztuczne bariery, bowiem trzeba wiedzieć, gdzie sięgają granice, zarówno dla jednej, jak i dla drugiej strony. Otóż fani, w swym bezgranicznym uwielbieniu zatracają czasami poczucie rzeczywistości i wymagają od swego idola, by był dla nich, mówiąc brzydko, „dostępny”, by zrezygnował na ich rzecz ze swej własnej prywatności i autonomii. W takiej sytuacji bardzo łatwo posądzić kogoś o gwiazdowanie, przylepić mu etykietkę próżnego czy też osobnika, któremu przewróciło się w głowie. Nic bardziej błędnego i krzywdzącego! Wystarczy spojrzeć na to z innej perspektywy – artysta jest człowiekiem z krwi i kości, a to, co niektórzy odbierają czasem jako „gwiazdorską manierę” jest zwykle zmęczeniem, zniżką nastroju, zwyczajną potrzebą wyciszenia się. Jednocześnie, każde nieuzasadnione posądzenie o „gwiazdowanie” jest po prostu krzywdzące, jako że jest ono równoznaczne z postawą braku szacunku wobec fanów.

Moim skromnym zdaniem, powinniśmy zrozumieć, że popularność ma swoje, jak to się mówi, plusy dodatnie i plusy ujemne, z przewagą tych pierwszych, rzecz jasna. Artysta musi więc zmagać się z tym, co przynosi sława, zarówno z jej pozytywami jak i powikłaniami, co najważniejsze zaś, musi odnaleźć w tym wszystkim równowagę. Ze swej strony my, fani, powinniśmy również do tego dążyć, bowiem to w znacznej mierze od nas i od naszego postrzegania artysty, zależy jego popularność. Przede wszystkim zrozumienie i szacunek wobec potrzeb każdego – nie ważne czy występuje dla nas na scenie, czy mówi do nas z telewizji, wobec potrzeb, których obrona nie może być traktowana jako gwiazdowanie. Cieszmy się więc dobrą sławą naszych idoli, nie dajmy się jednak zwariować, bo nie brukowa prasa, lecz muzyka w sercach fanów jest miernikiem i potwierdzeniem wartości danej produkcji artystycznej.

alge, 11.10.2004

 

Reedycja płyty "Bezczas"

CD + DVD

06.11.2006

"Gdzie jesteś dziś"

"Bezczas"

14.11.2005

"Życie jak poemat"