Menu

Główna
Nowe
Osoby
Historia
Muzyka
Obrazki
Teksty
Media
Prasa
Idee
Koncerty
Spotkania
Fanclub
Zabawki
Sznurki
Alge

Rock is dead

Czyli ewolucja czy rewolucja?

Źle się dzieje na tym świecie. Strach włączyć radio, w którym króluje muzyka genetycznie przetworzona jak amerykańskie hamburgery, komputerowo podrasowana, hiphopowa, popowa, dyskotekowa tudzież inna niedająca się zdefiniować mieszanka stylów i kierunków. Nie bez obaw można również uruchomić telewizor, przepełniony kolorową i piskliwą rąbanką nasączoną dresikami, pióropuszami, nagimi i naoliwonymi tlenionymi mulatkami czy złotymi łańcuchami. Sceneria owa, tak zadomowiona w naszych mediach, zahacza powoli o groteskę, bowiem cała muzyczna oryginalność znakomitej większości owych produkcji (z całym szacunkiem dla produkcji dobrych niezależnie od stylu, jaki obejmują) przybiera kształt zlewającej się w jedno papki. Nuda, przewidywalność, powtarzalność. A gdzie się podział rock?

Kiedy przyjrzymy się bliżej współczesnej scenie muzycznej i zechcemy wymienić kilka zespołów czy wykonawców rockowych, kogo wymienimy? Zadanie, na pozór banalnie proste, okazuje się problematyczne: do worka z napisem rock zwykło się wrzucać bowiem Carpe Diem, Budkę Suflera, Creeda, Bajm, Linkin Park, Perfekt, Sweet Noise, Łzy, Irę, Harlem, Queen, Kult, Alanis Morisette, The Rollig Stones, Nickelback, Republikę, T.Love i wielu innych artystów, których czasami nie łączy nic poza faktem, iż, mówiąc brzydko, zagospodarowali oni tę samą gałąź szoł biznesu. Zdawać by się mogło, iż dzisiejsza młodzież utożsamia muzykę rockową z długowłosymi wąsatymi dziadkami, z prehistorycznym obciachem, czymś, co zdecydowanie wyzionęło ducha z końcem lat dziewięćdziesiątych i nie ma prawa powrotu. Chciałoby się powtórzyć za wieloma krytykami muzycznej rzeczywistości: Rock is dead. Game’s over. Czas zakopać trupa muzyki gitarowej i rzucić się w otchłań nowych, trendy bitów. Czyż nie do tego skłania nas obiegowa opinia, jaka od pewnego czasu daje się słyszeć wśród wielu?

Zaniepokojona sytuacją postanowiłam zrobić mały rachunek sumienia: gdzież ten rock? Czy słuszne są utyskiwania, jakoby era rocka dawno już była się wypaliła. Że zepsuty, że niemodny, że zbyt popowy, łagodny, za mało buntowniczy? Jako że nie znam się na muzyce, nie będę wdawać się w przemyślenia natury technicznej, dotyczące wyznaczników stylu, itd. Zajmę się raczej kilkoma stereotypami, komunałami bez pokrycia oraz udam się na poszukiwania archeologiczne – być może w jakimś zapomnianym wykopalisku uda nam się odnaleźć to, czego szukamy.

Cała zabawa zaczęła się miliony lat temu, gdzieś w połowie XX wieku, kiedy jeszcze ani żadnego przyzwoitego rapera ani autorki tego tekstu nie było w żadnych planach pięcio- czy sześcioletnich nawet. Narodziny i lata przedszkolne muzyki rockowej, wtedy jeszcze inaczej pojmowanej, kojarzone są z takimi nazwiskami jak Elvis Presley, czy The Beatles, którzy wbrew pozorom nie należeli do XVII-wiecznych pianistów, flecistów czy portrecistów. Rozkwit i lata świetności to przede wszystkim dwie dekady – lata 60 i 70, wielkie nazwiska, Woodstock, ruch hippisowski, oszałamiający rozwój w tworzeniu i pojmowaniu muzyki. Lata 80 to z jednej strony napływ nowej fali, zmiana oblicza rocka, narodziny nowych gwiazd, nowych prądów, w Polsce zaś jedno z narzędzi do walki z absurdem sytuacji polityczno – ekonomicznej; z drugiej zaś to czas narodzin wszelkich odmian dewiacji i kiczu muzycznego, era disko i niuromantik, koszmarnych fryzur i jeszcze gorszych strojów. Lata 90 przynoszą ze sobą muzykę z Seattle, grunge, wielką popularyzację i komercjalizację ostrzejszej muzyki, która w konsekwencji zostaje znacznie wygładzona, by mogła być strawiona przez szerokie grono odbiorców telewizji muzycznych. Nowy wiek to dyfuzja i synkretyzm wielu gatunków muzycznych, dekadencja rocka przy jednoczesnej wielkiej karierze hiphopu i tzw. muzyki czarnej.

Tak w telegraficznym skrócie wygląda historia rocka, w którą nie powinniście wierzyć, ani uznawać jej za zbytnio wiążącą, bo co osoba 21-letnia ma prawo wiedzieć o niemalże 60-letnim staruszku. Nie pretenduję do miana historyka muzyki, jedyne, co próbowałam wykazać czy uzmysłowić tym podsumowaniem, to wielki dynamizm, jaki cechuje współczesną muzykę rozrywkową, dynamizm niewyobrażalny, jeśli porównamy go z innymi dziedzinami sztuki, takimi jak literatura czy malarstwo, gdzie prądy i tendencje artystyczne utrzymują się nieraz dziesiątki lat, nietrudno zaś zauważyć, iż na polu muzyki ewolucja przebiega znacznie szybciej. Dlaczego? Przyczyną jest przede wszystkim nieograniczona dostępność muzyki, jej medialność, popularność, która globalizuje wszelkie tendencje, czym doprowadza do ich szybkiego zużycia i zdezaktualizowania, co wprowadza konieczność poszukiwania oryginalności. Błędem byłoby jednak sądzić, iż jest to jedyny powód tej przyspieszonej ewolucji. Chciałabym zwrócić uwagę moich czytelników na kontekst kulturowy, który, jak sądzę, ma tutaj decydujące znaczenie.

Muzyka jest wielka wtedy, gdy potrafi funkcjonować w oderwaniu od okoliczności, w których powstała. Za wielkie, przełomowe, za dzieła sztuki jesteśmy gotowi uznać te utwory, które przetrwały próbę czasu i ciągle dostarczają nam doznań estetycznych, tudzież innych, wcale nie o mniejszym znaczeniu. Nie możemy jednak zapomnieć, że żaden utwór, piosenka, nie narodziła się poza kontekstem, poza czasem, poza miejscem i całym zbiegiem okoliczności, który wpłynął na jej kształt i wymowę. Skłaniamy się uznawać za rockowe evergreeny produkcje lat 60 i 70 bez względu na to, jak brzmią one dzisiaj, nie tylko ze względu na to, że od strony muzycznej czy tekstowej są bez zarzutu. Przede wszystkim są one konsekwencją, produktem, choć brzmi to brutalnie, i wypadkową ówczesnej kultury, ówczesnych czasów. Zawierają w sobie pierwiastki tego wszystkiego, co ukonstytuowało temten świat: entuzjazm, walkę o wolność, o swobodę wyrazu, elementy przemiany obyczajowej, która wtedy nastąpiła. Rock, który dla nas ma dziś znamiona tradycji, budował ówczesny świat, był jego elementem, ale i ówczesny świat był nieodzownym elementem muzyki rockowej. Potwierdzeniem tej teorii niech będzie chociażby sytuacja na polskim podwórku w latach 80, kiedy to powstawały sztandarowe hymny, będące buntem i wołaniem o wolność, jak “Chcemy być sobą” Perfektu, na koncertach brzmiące jednak: “Chcemy bić ZOMO”. Możemy, w dużym uproszczeniu, stwierdzić, iż były to czasy rock-kultury, epoka, z której wynikały również środki, jakimi operowała muzyka rockowa – pewna surowość, bezkompromisowość.

Czasy mają jednak to do siebie, iż zmieniają się, ewoluują. To co nastąpiło w latach 90, zwane przez niektórych makdonaldyzacją świata, przez innych globalizacją, komercjalizacją, będącą skutkiem zwiększającego się dobrobytu, stabilizacji społeczno – politycznej, musiało przynieść daleko idące konsekwencje także w muzyce. Nie mam na myśli zmian technicznych, sprzętowych, komputeryzacji przy tworzeniu muzyki, ale przede wszystkim zmiany w jej pojmowaniu. Środek ciężkości został przesunięty, naturalna ewolucja muzyki skierowana została na tory kapitalizmu. Maksyma wolnego rynku znalazła zastosowanie również w muzyce: “Kto sprzedaje, ten istnieje”, tak więc wiele prądów rockowych zostało wygładzonych, stało się niemalże popem, bardziej przyswajalną, komercyjną wersją rocka. Stąd też poniekąd powszechne przekonanie o dekadencji “prawdziwego” rocka. Można się z tym zgodzić lub nie, faktem jest jednak to, iż taka sytuacja była nieunikniona, jest ona bowiem ściśle powiązana z kontekstem kulturowym. W dzisiejszym świecie groteskowo wyglądałby surowy gitarowy riff opatrzony buntowniczym, bogoojczyźnianym tekstem. Musimy zrozumieć jedno: chcemy czy nie, muzyka rockowa zmienia swoje oblicze, ewoluuje.

Dziś szansą dla muzyki rockowej jest z pewnością melodyjność, interesujące kompozycje, nowoczesne aranże, mądre, nie oderwane od rzeczywistości teksty, intrygujące wykonania. Dziś rock to nie tylko gitarowe riffy, dziś odnajduje on wiele różnych dróg, by trafić do odbiorców. I, co ważniejsze, ciągle mu się to udaje, wciąż zaraża kolejne, by użyć wielkiego słowa, pokolenia słuchaczy, kształtuje muzyczne gusta. Przyznacie więc chyba mi rację, iż jest jeszcze trochę za wcześnie na epitafium dla muzyki rockowej...

 

alge, 17.06.2004

 

Reedycja płyty "Bezczas"

CD + DVD

06.11.2006

"Gdzie jesteś dziś"

"Bezczas"

14.11.2005

"Życie jak poemat"