|
|
|
Podsumowanie
roku 2002 Witajcie
w Nowym Roku 2003! Główki bolą bo sylwestrowej zabawie? Ja, w przypływie
posylwestrowej weny, spowodowanej wysokoprocentowymi trunkami i fajerwerkami,
postanowiłam napisać kilka mądrych refleksji na temat roku 2002, który
wczoraj tak hucznie pożegnaliśmy. Ale przejdźmy od słów do czynów... Co
uznalibyście za najważniejsze wydarzenie minionego roku? Zdobycie pucharu w
skokach przez Adama Małysza? A może zakończenie negocjacji pomiędzy Polską
a Unią Europejską? Wiem, myślicie sobie pewnie, że zaraz napiszę, iż
wydarzeniem ubiegłego roku był polsatowski Idol... otóż, nic z tego. Dla
mnie najważniejsze było zdecydowanie rozpoczęcie studiów, zdana matura,
studniówka, czyli drobne szczegóły mojego życia osobistego – każdy z nas
ma ich mnóstwo i z pewnością postawi je na pierwszym miejscu. Idol znajdzie
się jednak w mojej pierwszej dziesiątce... 19
maj. Doskonale pamiętam ten dzień. Dlaczego? Otóż kilka minut po godzinie
20.00 tej wyjątkowo ciepłej niedzieli przeżyłam spory wstrząs
akustyczno-audycyjny. Nie muszę chyba dodawać, że jego przyczyną była pewna
Wydra... Dalej
wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Między zakuwaniem do egzaminów wstępnych
na studia, emocjonowałam się Idolem, wysyłałam sesemesy, w treści zawsze
wpisując “1” aż do dnia 30 czerwca, kiedy to 150-centymetrowa pucołowata
blondyneczka pokonała mojego IDOLA w wielkim finale. Nie był to jednak
knock-out, tylko wygrana na punkty. Znaczyło to mniej więcej tyle, że na płytę
Szymona będziemy musieli poczekać trochę dłużej... Nim
jednak na mojej półce na honorowym miejscu spoczęła debiutancka płyta
Szymona i Carpe Diem, miało miejsce wiele ciekawych wydarzeń: wydanie składanki
“Idol top 10”, nagranie przez Szymka i jego zespół przepięknej piosenki
dla papieża “Poza czas”, sopocki koncert finalistów, na którym Szymon,
obok Eweliny Flinty i Tomka Makowieckiego zaprezentował się najlepiej. Szymon
wystąpił też w Barze (najgorszym z wrocławskich...), a ja odkryłam dla
siebie cudowną muzykę Deszczowych Psów. Największą
pomyłką Idola okazała się, o dziwo, nie druga edycja, lecz wygrana Ali
Janosz, co do wielu ludzi dotarło dopiero po ukazaniu się jej debiutanckiej płyty.
Niedawno, w mojej recenzji płyty Szymona oceniłam jej album na 6/10, ale po
kilkukrotnym jej przesłuchaniu muszę zweryfikować tę ocenę. Alicja –
rewelacyjna na scenie i w piosenkach innych artystów, samodzielnie nie zdołała
udźwignąć ciężaru stworzenia kreacji. Jej płyta jest nudna, nic w niej nie
porywa (jak Szymon), nie zachwyca (jak Szymon), nie wzrusza (jak Szymon), nie
smuci (jak Cohen), nie cieszy (jak Hom), nie bulwersuje (jak Ich Troje). Jej płyta,
jak powiedział mój ulubiony juror – Robert Leszczyński – to największa
porażka tego programu. Jest ona dowodem na to, że Alicja nie powinna była się
znaleźć w finałowej trójce. Mnie w wielkiej trójce zabrakło talentu na
miarę Ani Dąbrowskiej, barwy Gosi Stępień i korzystnego wrażenia Tomka
Makowieckiego... Co do płyty pana Makowieckiego, słychać tam Travisa, sporo
Myslovitz i Wilków, jest w niej zdecydowanie więcej inspiracji niż u Szymona,
ale biorąc pod uwagę, że Tomek jest 7 lat młodszy od Szymona i ma znacznie
mniejsze doświadczenie, jego płyta może zadziwić profesjonalizmem, dojrzałością.
Jednym słowem, robi równie dobre wrażenie, co Tomek:-) Jeśli
zaś chodzi o Szymona, nie będę powtarzać tego, co napisałam w recenzji.
Powiem tylko, że za jego sprawą w moim świecie pojawiła się muzyka, która
do tej pory jedynie mi przeszkadzała lub była sposobem na zagłuszenie myśli
(dziwicie się? A kogo ja miałam słuchać? Sępów? Morłów? Łez? Górniak?
Kai Paschalskiej? Kwadratowego Cugowskiego?) Dzięki Szymonowi nauczyłam się słuchać,
rozumieć i czuć muzykę. Dla
mnie to był udany rok. Coś
się kończy, ale jednocześnie coś się zaczyna, nie można więc zostawić
tego podsumowania bez kilku słów na przyszłość. Jaki będzie ten nowy rok?
Mam nadzieję, że dobry dla Szymona, obfitujący w same sukcesy, przede
wszystkim artystyczne, a nieco mniej komercjalne, jak udział w Idolu. Życzę
sobie również, aby jak najszybciej powstała płyta Ani Dąbrowskiej. A
kto wygra II edycję Idola? Z pewnością nie będzie to Kuba W., któremu chyba
wyczerpał się patent na szokowanie. Nie będzie to też (mam nadzieję – w
końcu jestem normalną nastolatką, co prawda tylko do czerwca:-( żadna z
dziewczyn, które znalazły się w finale. Fizycznie najbardziej odpowiada mi
Damian Aleksander, ale ma kiczerski gust. Mentalnie podoba mi się Hom, a za całokształt
nagrodziłabym Mariusz Totoszko. Ten długowłosy od chuci to największa porażka
II edycji Idola – lepiej sprawdziłby się w “Debiucie”, bo jedyne, co mu
dobrze wychodzi, to udawanie... I
tym optymistycznym akcentem kończę moją refleksję. Pozdrawiam! Alge,
01.01.2003 |
Reedycja płyty "Bezczas" CD + DVD
06.11.2006
"Gdzie jesteś dziś" "Bezczas"
14.11.2005
"Życie jak poemat" |