Menu

Główna
Nowe
Osoby
Historia
Muzyka
Obrazki
Teksty
Media
Prasa
Idee
Koncerty
Spotkania
Fanclub
Zabawki
Sznurki
Alge

Playback

 -śpiewanie czy oszukiwanie?

 

Oberwało mi się ostatnio od znajomego muzyka za to, iż pisząc o playbacku zdecydowanie potępiam go, nie rozumiejąc tak naprawdę istoty problemu. Z wieloma zarzutami mogę się zgodzić, nie potrafię jednak przejść obojętnie wobec faktu, że zarzuca się mi spłycanie problemu bez zrozumienia jego sedna; postanowiłam więc wgryźć się w temat, rozpatrzyć wszelkie za i przeciw, nie po to, by wybronić siebie, lecz przede wszystkim, by własną ocenę tego zjawiska oprzeć na jego dogłębnej analizie. Zapraszam wszystkich do przyłączenia się do moich rozważań.

Każde dziecko wie, czym jest playback, ale dla porządku przypomnijmy, iż jest to sytuacja, kiedy podczas koncertu dany muzyk daje z siebie jedynie wizję, fonia zaś pochodzi z mechanicznego urządzenia odtwarzającego wcześniej zarejestrowany materiał. Sytuacja ta jest niebywale stresująca dla wielu fanów, którzy dają upust swemu rozgoryczeniu, oskarżając artystów o brak szacunku dla swojej publiczności. Ale jak jest naprawdę?

Problem polega na tym, iż w naszej kulturze sposób widzenia świata jest dualistyczny, opiera się na antytezach. Nie inaczej jest w przypadku sceny muzycznej, którą często traktuje się jako jedno wielkie pole bitwy. Po jednaj stronie barykady stoi wykonawca, obojętnie czy samotny, czy w towarzystwie zespołu; po drugiej zaś całe rzesze fanów albo po prostu słuchaczy, krytyków muzycznych albo zwyczajnie dziennikarzy i innych osób, które niczym wygłodniałe sępy tudzież wilki :-) tylko czekają na potknięcie, błąd czy niedyspozycję ze strony artysty. Nie ulega wątpliwości, że do takiej sytuacji przyczynił się w pewnym stopniu program Idol, który zapoczątkował modę na doszukiwanie się słabostek u wykonawców, lawinowe krytykowanie i wytykanie różnego typu mankamentów, jakie niewątpliwie każdy artysta, jako człowiek, posiada. Jednocześnie oczekiwania względem wykonawców rosną: nie wystarczy już nie fałszować, trzeba mieć potężny warsztat, warunkami głosowymi powalać z nóg, a przy tym jeszcze korzystnie prezentować się na scenie. Publiczność została nieco wyedukowana muzycznie, także dzięki Idolowi, więc nie da tak łatwo się oszukać tysiącom zabiegów, jakim poddawani są niektórzy wykonawcy, komputerowym ulepszaczom głosu, poprawiaczom barwy, etc. Publiczność oczekuje bowiem, iż artysta da z siebie wszystko za każdym razem, gdy stanie przy mikrofonie, playback wydaje się więc tutaj drogą na skróty, pójściem na łatwiznę, pewnego rodzaju oszustwem, a nawet lekceważeniem słuchaczy. Tak oceniamy tych, którym zdarzyło się zaśpiewać z playbacku, ale spójrzmy na to z drugiej strony, mianowicie ze strony wykonawcy. Wiadomo, iż punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, więc warto byłoby poznać problem stawiając się w sytuacji muzyków. Pytanie za sto punktów brzmi: kiedy i w jakich okolicznościach najczęściej korzysta się z playbacku?

Najczęściej korzysta się z niego podczas koncertów w studiach telewizyjnych, które nierzadko bywają nieprzystosowane do tego rodzaju programów, są nieodpowiednio nagłośnione, etc. Przede wszystkim zaś, nawet jeśli studio jest odpowiednie (jak w przypadku programu Idol), gdy program odbywa się na żywo i wykonawcy występujący po sobie mają jakieś 20 sekund na rozłożenie się z instrumentami, zainstalowanie ich i przystąpienie do wykonywania utworu, nie jest możliwe, aby udało się to zrobić w tak krótkim czasie. Będąc kilka razy na próbach zespołu, który przygotowywał się do zagrania koncertu, czy to w obiekcie zamkniętym, czy też w plenerze, wiem, ile czasu potrzeba na to, aby wszystkie instrumenty poddać odpowiedniej obróbce akustycznej i dostosować je do warunków, w których się gra, po to, by dźwięk był przyjemny w odbiorze. Natomiast presja w telewizji jest co najmniej podwójna i nie chodzi tu tylko o to, że widownia z setek czy tysięcy, rośnie nawet do kilku milionów. Przede wszystkim chodzi o to, że kamery i realizacja dźwięku w telewizji dużo łatwiej wyłapują wszelkie zgrzyty i nieczystości, dlatego też konieczne jest w owych okolicznościach zastosowanie playbacku.

Kolejną z przyczyn, która uniemożliwia śpiewanie na żywo jest niedyspozycja wokalisty, cokolwiek przez to rozumiemy. Łatwo zauważyć, że wokaliści, jako osoby pracujące głosem, czasami głos ów tracą, muszą go zregenerować, etc., ale nie chcą z różnych względów zrezygnować z koncertu. Nurtująca jest jednak obserwacja, iż niektórzy wokaliści cierpią na przewlekłe problemy z głosem, bo ciągle śpiewają z playbacku:-) O dziwo, unaoczniły mi to eliminacje do festiwalu Eurovizji w styczniu tego roku, w których zgodnie z regulaminem należało zaśpiewać z półplaybacku. Okazało się, że spora część wykonawców miała problem, by dośpiewać 3-minutowy kawałek do końca, zgrać go z ruchem na scenie i przy okazji nie dostać zadyszki. Jest to już jednak problem warsztatu, umiejętności wokalnych.

Jeśli już doszliśmy do kwestii warsztatu, myli się ten, kto sądzi, iż śpiewanie z playbacku nie wymaga wielu umiejętności. Nie wystarczy stanąć na scenie i poruszać ustami, choć na pierwszy rzut oka może to tak wyglądać (co widać było przy kolejnej produkcji TVP, mianowicie „Piosenkach zjednoczonej Europy”, kilku wykonawców bowiem nie nadążało za własnym nagraniem...). Jeśli nie wierzycie, przeprowadźcie mały eksperyment: nagrajcie się, a potem spróbujcie przed lustrem udawać, że śpiewacie w taki sposób, aby wyszło jak najbardziej naturalnie. Jeśli po pięciu sekundach nie pękniecie ze śmiechu, to macie zadatki na niezłego wykonawcę... Uświadomiono mi bowiem niedawno, jakże groteskowo wygląda śpiewanie z playbacku, jeśli nastąpi pewna niezgodność pomiędzy utworem, a zachowaniem, mimiką tego, który śpiewa. Nie chodzi tylko o to, aby utrafić w odpowiednie momenty, wejść z wokalem tam, gdzie się powinno wejść, ale przede wszystkim o to, by przekazać emocje, przekazać treść utworu. Jest to zdecydowanie trudniejsze, niż śpiewanie na żywo, kiedy emocje wypływają z wykonawcy (albo bardziej patetycznie: z jego wnętrza, z głębi serca:-), bardziej lub mniej świadomie, za każdym razem jednak szczerze. Zanim więc rzucimy kamieniem w artystę, któremu zdarza się z różnych względów śpiewać z playbacku, pomyślmy przez chwilę, w jakże wielkim dyskomforcie się znajduje.

Najważniejszą rzeczą jest bowiem zrozumieć, jak trudną sztuką jest śpiewanie z playbacku. Nie chciałabym przez to powiedzieć, iż fanatycznie bronię prawa artystów do tej formy działalności scenicznej i usprawiedliwiam ich, jednakże biorąc pod uwagę, jak niewiele mają sami wykonawcy do powiedzenia, gdy chodzi o telewizyjną machinę, promocję, różnego typu produkcje, nie chcę obarczać ich całą odpowiedzialnością za występy z playbackiem. Cała istota problemu sprowadza się zaś moim zdaniem do tego, iż to od nas – publiczności – tak naprawdę zależy, jak będziemy traktowali playback: czy jak diabelski wynalazek, ujmę ha honorze i upokorzenie dla artysty, czy jak zwyczajne narzędzie, z którego artyści w swej pracy są zmuszeni czasami skorzystać. Kwestia nie jest więc czarno-biała; w dużej mierze zależy od tego, czy dany wykonawca playbacku nie nadużywa, czy nie próbuje on ukryć za nim samego siebie.

Ocenę pozostawiam Tobie, drogi czytelniku, bo jest ona całkowicie indywidualna. Mam jednakże nadzieję, iż moje głębokie przemyślenia pozwoliły Ci na szersze spojrzenie na ów dość kontrowersyjny problem i dostarczyły nieco intelektualno-duchowej rozkoszy spod znaku dociekliwej blondynki:-)

Alge (25 maj 2003 - dziś wyjątkowo na żywo:-)

 

Reedycja płyty "Bezczas"

CD + DVD

06.11.2006

"Gdzie jesteś dziś"

"Bezczas"

14.11.2005

"Życie jak poemat"