|
|
|
Wszelkie
podobieństwo postaci do osób autentycznych jest zamierzone i celowe!!! Na początku był chaos…... i
tak już zostało! Olimp, wbrew powszechnemu mniemaniu mieścił się nie na pokrytym wiecznym śniegiem trzytysięczniku osłoniętym leniwą mgiełką peloponeskich cumulusów, lecz w samym środku dwumilionowej aglomeracji, przesyconej dwutlenkiem siarki oraz kryzysowymi nastrojami spowodowanymi bezrobociem. Wybitnie ponury i wilgotny klimat strefy umiarkowanej nie sprzyjał uprawom ambrozji, a naukowcy już dawno udowodnili szkodliwe działanie nektaru na ośrodkowy układ nerwowy i wątrobę, toteż tabuny anemicznych bogów z trudem schodziły się na poranny kubek olimpijskiej kawy z ekspresu. Nic
więc dziwnego, że zakres władzy owych półbogów i ćwierćherosów został
poważnie ograniczony do stosunkowo niewielkiej placówki rozrywkowo –
informacyjnej, w której to centrum, a konkretnie na pierwszym piętrze
zainstalowano wyżej wymieniony Olimp. Nie umniejszajmy jednak doniosłej roli,
jaką przyszło spełniać owym wyimaginowanym wytworom protoplastów Zorby,
transponowanym w szaroburą polską rzeczywistość epoki komputerów, hamburgerów
i laserów. Na uwagę zasługują bowiem niektórzy z wspomnianych już bogów. Nie
ma się co oszukiwać – minął wiek złoty, charakteryzujący się niesłychaną
bujnością artystyczną i rozkwitającym popędem muzyczno – wokalnym, minął
wiek srebrny, słynący z umiłowania wysiłku, codziennej, a dobrowolnej harówki,
wiodącej ku temu, co zasługiwało na miano sztuki. Nastał wiek krzemowy, czy
jak kto woli – silikonowy, era wszechogarniającego komercjalizmu, marazmu
duchowego i artystycznej zapaści, których objawy, niczym swędząca wysypka
drażniły i niepokoiły bóstwa. Władza
na Olimpie, będąca przez lata przedmiotem pożądania, a nawet bezpardonowych
walk partyjno – związkowych, została w końcu demokratycznie złożona w ręce
czworga bogów. Gromowładny Zeus, rzadko zakładający garnitur i krawat, na co
dzień występujący w plebejskich dżinsach i beznamiętnych T-shirtach, był
niekwestionowanym WODZEM Olimpu, toteż z czasem zyskał on sobie przydomek
podkreślający jego przodownictwo i przewodnictwo wśród olimpijskich bóstw,
zaś pierwsza część jego imienia wskazywała na jego WOJowniczy charakter
oraz skłonność do potyczek – zazwyczaj słownych.
Bóg ten budził postrach wśród wielu śmiertelnych, którzy stanąwszy
z nim oko w oko, nie potrafili wydobyć z siebie głosu, a nawet jeśli im się
udało, marne były tego skutki, gdyż gromowładny wybuchał gniewem
sprawiedliwych i biada temu nieszczęśnikowi, który znalazł się w polu rażenia
jego pioruna. Jednakże ci nieliczni, którym udało się zachwycić okrutnego
boga i siłą głosu włączyć prąd w jego elektrycznie podgrzewanym tronie,
ci zyskiwali przychylność, a nawet przyjaźń Zeusa. Nie
ubiegajmy jednak zdarzeń. Mimo
usilnych starań, Zeusowi nie udało się uzyskać monopolu na władzę na
Olimpie. U jego boku, godnie, acz niepewnie, ze względu na słaby wzrok, kroczyła
dostojna Hera, której majestat i nieograniczone
możliwości audycyjne budziły respekt i podziw śmiertelnych.
Na nic zdały się wszelkie próby uzyskania względów u
sprawiedliwej bogini – wychwyciwszy jakikolwiek fałsz w głosie śmiałka,
który pragnął oczarować ją swym śpiewem, strącała go bezlitośnie w otchłań
wiecznej niesławy i zapomnienia. Nie
mniejszy respekt, niż owa potężna dwójka, budził piękny jak Adonis, złotowłosy
bóg wód słodkowodnych Criticus, zwany również Leszczem. Jakże zwodnicze
bywają pozory! Pod jego miłą aparycją i maską przychylności kryły się
bowiem niewyczerpane pokłady szczerości i zdrowego, aczkolwiek dosadnego,
krytycyzmu. Stanowczość i pasja z jaką bronił sztuki zyskała mu miano
nieprzejednanego i bezkompromisowego sędziego śmiertelnych. Obok owych trzech, ziejących ogniem, co tępił wszelką ułudę, pychę, manieryczność i sztuczność wśród ludzi, znalazł się i czwarty bóg, poczciwy rzecznik zagubionych talentów, sędzia ludzkich dusz i emocji, jako jedyny należący do olimpijskiej mniejszości narodowej – wąsaty Cygan Apollo, patron poetów, tekściarzy i dyskotekowców. Nastały
ciężkie czasy. Ludzie nie czcili już prawdziwych muzycznych herosów, którzy
przed wieloma wiekami tworzyli swoje arcydzieła. Część z owych
dawnych herosów zestarzała się, część z nich okrutne Mojry zabrały na
zielone łąki Elizejskich pól, innych zaś w ziejące siarką czeluście
Hadesowego piekła. Ci, którzy ostali się na ziemskim padole, nieporadnie próbowali
reanimować swą niegdysiejszą sławę, chałturząc przy tym okrutnie. Obok
tych odgrzewanych szarpidrutów pojawiły się tabuny młodych muzyków, których
jednakże trudno byłoby nazwać herosami, którzy korzystając z wszechobecnego
rozpasania intelektualnego i duchowej zgnilizny panoszących się wśród ludzi,
poczęli bezwstydnie głosić muzyczną herezję, wzorując się przy tym na
obcych wzorcach, z których najgroźniejszym był wzorzec Królestwa z Bushu.
Sen z powiek spędzały bogom wszelkie Kaśki, Baśki, Anity, Edyty, a nade
wszystko Sępy Miłości i Cienie Morłów, które bezustannie krążyły nad
padliną olimpijskiego rynku fonograficznego. Dlatego też pewnego dnia bogowie,
doprowadzeni do kresu wytrzymałości psychofizycznej, postanowili zorganizować
Wielkie Igrzyska, by spośród śmiertelnych wyłonić nowego Herosa, który na
swych barkach podźwignie zwłoki współczesnej muzyki. Igrzyska nie były wcale łatwym przedsięwzięciem. Obietnica wieńca laurowego, wielkiej chwały, nieśmiertelności oraz kontraktu na nagranie płyty w największej wytwórni płytowej „9 muz & CO” przyciągnęło tabuny śmiertelnych, spragnionych mocnych wrażeń sławy i wora talarów. Nieliczni z tych, którzy ośmielili się stanąć przed obliczem boskiej czwórki, wyszło z tej konfrontacji bez szwanku. Większość poległa już w przedbiegach, gdyż zgubił ich brak pokory, tak bardzo cenionej przez jury, które z powodu wielodniowych tortur, jakim poddali je ludzie, doznało licznych uszczerbków na zdrowiu. Nie pomogła ani flaszka mocnego nektaru z lodem, ani wzmacniające McBurgery z ambrozją – Hera doznała zapalenia ucha, Zeus miał poranne mdłości przez 2 tygodnie, a Apollinowi wypadły wąsy. Na szczęście, udało się czcigodnej czwórce wyłonić setkę szczęśliwców, która stanęła do pierwszych, ćwierćfinałowych konkurencji. Ciągła odpowiedzialność za podejmowane decyzje i dokonywane wybory męczyła bogów okrutnie, dlatego też postanowili oni skorzystać z nowego wynalazku – demokracji na licencji ateńskiej i pozwolili ludziom głosować na swoich faworytów za pomocą glinianych skorupek. Ostracyzm miał jeszcze jedną zaletę – był bardzo tani: nadanie jednej skorupki z nazwiskiem ulubieńca kosztowało jedyne dwa talary + vat, nic więc dziwnego, że ludzie głosowali namiętnie. Głosy zaś podliczał Ares, dawny bóg wojny, który po wprowadzeniu paktu północnoatlantyckiego został bezrobotny, znalazł (oczywiście dzięki znajomościom) pracę jako księgowy podczas Igrzysk. Tak więc kolejna konkurencja odbyła się na nieco innych zasadach. Wtedy też została wyłoniona Wielka Dziesiątka – dziesięciu najlepszych zawodników, którzy po wielotygodniowych zmaganiach zyskali sobie przychylność bogów i ludzi. Młodzi,
piękni i utalentowani kandydaci do tytułu Herosa byli już uwielbiani i
podziwiani w całej Helladzie, lecz twarde reguły igrzysk mówiły, iż
„Heros może być tylko jeden”, tak więc po każdej konkurencji jedna osoba
musiała pożegnać się z turniejem. A przyznać trzeba, że konkurencje nie były
łatwe, a ich trudność wzrastała wprost proporcjonalnie do ilości skorupek,
jakie każdego dnia wpływały na Olimp. Były więc zapasy z dawnymi herosami
pod tytułem ‘Mój Heros’, były biegi przez płotki i nocne rzucanie
dyskiem ‘Disco night’, były biegi długodystansowe i zawody w szyciu
‘Przyszyj to sam’. Uczestnicy zmagań dzielnie stawali w szranki z
konkurentami i własnymi słabościami, których było niemało. Był więc
olbrzym Kuba, był i bratanek Wuja Sama, przybysz z Bushu – Mike, była i ponętna
niczym Afrodyta, o przywódczych skłonnościach Patrycja oraz najmłodszy,
subtelny i nieśmiały Paweł, których umiejętności i arete nie porwały tłumów.
Wielkim talentem wykazała się również Ania, której niestety nie wyszedł
rzut dyskiem, więc musiała opuścić igrzyska pokonana, dla wielu jednak została
bohaterką. Pozostała piątka, Wielka Piątka Herosów – wszyscy wspaniali i
gromadnie uwielbiani. Otóż i Makowiec, przecudnej urody młodzieniec,
ulubieniec helleńskich nastolatek, dalej Gosia, soulowa mistrzyni śpiewu,
Ewelina, piękna i utalentowana, dla wielu najlepsza oraz Alicja z Równin,
filigranowa zwyciężczyni całego turnieju, która swym ujmującym sposobie,
bycia zjednała sobie sympatię milionów, lecz dyskusyjną sprawą pozostaje,
czy jej sukces jest równocześnie sukcesem szlachetnej idei odrodzenia muzyki. Brakuje
jeszcze kogoś? Brakuje
prawdziwego Herosa, którym został dla mnie, skromnego kronikarza owych pamiętnych
Igrzysk, Szymon Wydra. On to podbił me serce, a z dna duszy wyrwał resztki
muzycznego sceptycyzmu. Otworzył mi uszy i włączył prąd na krześle, na którym
siedzę. Cóż więcej dodać? Jest wiele do dodania, ale kronikarzowi też należy
się trochę rozrywki – idę obejrzeć II edycję Wielkich Igrzysk. Reszta
niech będzie milczeniem. Koniec
i bomba, Kto
czytał ten wie co dobre... Tu
byłem - Homer Interpretacja
tekstu: I
Co lub kto kryje się pod nazwą:
II
Odpowiedz na pytania:
Odpowiedzi
prosimy przesyłać pocztą do 31 grudnia 2134 roku. Decyduje data stempla
pocztowego. Nagrody wyślemy pociągiem relacji Rawicz – Jelenia Góra. Nagrodą
jest:
|
Reedycja płyty "Bezczas" CD + DVD
06.11.2006
"Gdzie jesteś dziś" "Bezczas"
14.11.2005
"Życie jak poemat" |