Menu

Główna
Nowe
Osoby
Historia
Muzyka
Obrazki
Teksty
Media
Prasa
Idee
Koncerty
Spotkania
Fanclub
Zabawki
Sznurki
Alge

Obrazki z krainy MTV

 

W czasach, gdy telewizja jest nam bliższa niż nasi właśni sąsiedzi, nieodłącznym elementem muzyki stał się obraz. Czy jest to kwestia promocji, czy wykształconej w nas potrzeby zweryfikowania wrażeń słuchowych za pomocą wzroku? Pytanie to pozostawiam otwarte, tym niemniej jednak nie mogę przejść obojętnie obok teledysków, jakimi swoje utwory ilustruje Carpe Diem. Kilka dni temu pojawił się clip do piosenki „Pozwól mi lepszym być” – uznałam, że jest to dobry pretekst, by wziąć pod lupę, zrecenzować, a nawet zinterpretować to, co do tej pory mogliśmy obejrzeć na ekranach naszych telewizorów: pięć teledysków, z których trzy to obrazki zespołu Carpe Diem, pozostałe dwa zaś pochodzą z podwórka Idola. Sprawa z teledyskami bywa równie skomplikowana, co z samymi utworami, bo nierzadko kryją one w sobie wiele dodatkowych treści, dlatego też zachęcam wszystkich do ich uważnego oglądania, a także do przeczytania mojej radosnej twórczości. Miłej lektury! 

„Pozwól mi lepszym być”

Drugi singiel promujący płytę „Teraz wiem” został opatrzony iście interesującym clipem. To chyba wszystko, co można powiedzieć o owym obrazie po jednym jego obejrzeniu, gdyby jednak wgryźć się w niego głębiej, można zaobserwować, że nie jest on ani tak chaotyczny ani przypadkowy, jakby się mogło wydawać.

Teledysk skomponowany został z wielu sekwencji, które łączy osoba głównego bohatera (w tej roli Szymon Wydra:-). Główny bohater zaś prezentuje nam się w kolejnych sekwencjach w trzech różnych wcieleniach, które dla uproszczenia nazwijmy: białym, czarnym i czerwonym. Pomijając kwestię symboliki owych kolorów w kulturze europejskiej i nasuwających się w związku z nimi skojarzeń dodajmy, iż wcielenie białe to kostium anioła, wersja czerwona pojawia się na okoliczność spotkań z kobietą (równie anielską), natomiast czerń zarezerwowana jest dla Carpe Diem.

Warto przyjrzeć się miejscom, w których dzieje się akcja. Nie wiem czy jest to kwestia mody, ale wnętrza i „zewnętrza” wykorzystane w tym clipie zrobiły ostatnio wielką karierę wśród twórców teledysków; są to bowiem pomieszczenia starego, zniszczonego budynku, schody podziemnego przejścia oraz centrum dużego miasta. Tak więc widzimy jak nasz anioł wędruje korytarzem nastrojowego obiektu, by po chwili przenieść się na ulicę pełną ludzi. W tym samym czasie leżącego na łóżku mężczyznę w czerwonej koszuli nawiedza kobieta-anioł, cała zaś historia bez historii przerywana jest ciągle migawkami grającego zespołu.

Cała kompozycja clipu zmusza nas do tego, by wśród zmieniających się nieustannie obrazów znaleźć jakieś oparcie, nić przewodnią, która spaja teledysk. Nietrudno jest zgadnąć, iż owym szkieletem teledysku jest postać anioła, ważniejszy jest jednak powód zastosowania tego chwytu. Nie tylko przenosi on ciężar fabularny teledysku i skupia go w jednym punkcie, wprawdzie dość ograniczonym, ale wyrazistym, przede wszystkim jednak w pozornym bezładzie następujących po sobie obrazków pozwala wyłowić najważniejszą myśl zawartą w utworze. Przy tak zbudowanym teledysku istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że obraz przykryje dźwięk, że zgubiona zostanie istota utworu; tutaj jednak udało się zachować to, co najważniejsze: współzależność między piosenką a clipem, które uzupełniają się nawzajem. Teledysk nie przeszkadza utworowi, a wręcz pomaga w jego, za każdym razem bardzo osobistej interpretacji.

Jeśli moje słowa Was nie przekonały, pozostaje Wam zgodzić się ze stwierdzeniem, że sztuki się nie tłumaczy; albo się ją rozumie, albo nie...

„Teraz wiem”

Pierwszy teledysk promujący płytę pod tym samym tytułem. Teledysk, który robi wrażenie. Historia prosta jak z serialu „Na dobre i na złe” – karetka zabiera do szpitala leżącego na ulicy, nieprzytomnego faceta, w szpitalu zaś zajmuje się nim kilku zamaskowanych lekarzy. Na końcu zaś mamy happy end – mężczyzna budzi się i uwalnia ze szpitalnej aparatury. Byłoby banalnie, gdyby nie intrygująca forma przedstawienia całej historii.

Wszystko rozgrywa się na granicy rzeczywistości i snu, prawdopodobieństwa i fantastyki, atmosfera przywodzi na myśl alternatywny świat podświadomości, lęków, niepokoju. Ciemne, gęste kolory, w które ubrana jest clipowa sceneria, ciężkie powietrze, przytłaczający klimat szpitala, który dzięki zagęszczeniu komputerowych efektów wydaje się być wnętrzem kosmicznego statku, laboratorium, a nawet kościołem i jest po części każdym z tych miejsc. A może jest miejscem, do którego trafiamy po śmierci? Długi korytarz, ciemne kolory wśród których delikatnie przebija się zielone światło, lekarze bez twarzy, którzy beznamiętnie podłączają człowieka do przeróżnych urządzeń... czy tak wygląda nasza wieczność? Z pewnością nie jest ona niebem, nie napawa nas ani spokojem, ani nadzieją, lecz strachem, pragnieniem, aby nigdy tam nie trafić, aby żyć tu i teraz, chwytać dzień. Czyż nie w tym przejawia się motto Carpe Diem, czy nie o tym mówi tekst piosenki, któremu nierzadko zarzuca się spłycanie istoty całego problemu?

Moim zdaniem teledysk ten wnosi bardzo dużo do rozumienia tekstu utworu, odsłania jego kolejne oblicze, które nie zamyka się w zdaniu „do nieba nie chodzę”. Interpretacja wcale nie musi być jednoznaczna, jednakże faktem jest, że pomysł na zrobienie teledysku właśnie w takiej konwencji, w naszym kraju chyba jeszcze nowatorskiej, jest dość intrygujący i powinien być zauważony.

„Poza czas”

Piosenka zupełnie wyjątkowa, nagrana przez Carpe Diem z okazji wizyty Ojca Świętego w Polsce, w sierpniu 2002 roku. Dodać trzeba, że był to pierwszy teledysk całego zespołu, w każdym razie pierwszy emitowany w ogólnopolskiej telewizji. Niestety, miałam szczęście w owym czasie być poza granicami naszego pięknego kraju, dlatego też widziałam ów teledysk tylko raz, mogę więc podzielić się jedynie moimi mglistymi wspomnieniami na jego temat.

Dach wieżowca, błękitne niebo i białe garnitury – taka sceneria towarzyszy utworowi i, jak podkreślają członkowie zespołu, nie jest to wcale wystudiowany image Carpe Diem ani też przypadkowy pomysł na konkretny teledysk, lecz mające służyć czemuś dopełnienie idei tego utworu.

„Podaruj dzieciom słońce”

Piosenka ta została nagrana specjalnie na okoliczność akcji Fundacji Polsat „Podaruj dzieciom słońce”, na rzecz której, przypomnijmy, niektórzy finaliści Idola przekazali część dochodu ze swojej płyty (Szymon, Ala). Utwór, wykonywany przez Szymona, Ewelinę, Gosię, Alę i Tomka jest niezwykle radosny i sympatyczny, a nakręcony do niego teledysk jest, moim zdaniem, odpowiedni zarówno do celu akcji jak i do treści utworu, jest bowiem mało skomplikowany, nie opowiada żadnej historii. Idole, śpiewający kolejno poszczególne zwrotki malują farbami na szybie domki, kwiatki, słoneczka a w refrenie wszyscy razem skaczą na tle miasta.

I tyle.

„Może się wydawać”

Teledysk ten promował finałową piosenkę I edycji Idola i swego czasu można go było obejrzeć w Polsacie z większą częstotliwością, niż reklamy. Co można powiedzieć o tym krótkim filmiku? Na pewno to, że zrobił go miłośnik komunikacji miejskiej, bo akcja rozgrywa się kolejno w autobusie, pociągu, samochodzie, a kończy się w basenie. Z racji tego, że teledysk objąć miał wszystkich dziesięciu finalistów I edycji programu, ruchliwość na planie jest dość duża, choć całą fabułę można by ująć w jednym zdaniu: dziesiątka przyjaciół cały dzień próbuje dojechać na miejsce spotkania, by wreszcie wieczorem wskoczyć w ubraniach do basenu (chyba że coś spłycam, może teledysk ma jakieś drugie, głębsze dno...). Pomimo że clip trwa jedynie jakieś cztery minuty, mamy tutaj wiele wątków: topos człowieka wędrującego, wątek obyczajowy, pościg, a nawet wątek sensacyjny z gościnnym udziałem policyjnego radiowozu z zawartością. Skupmy się jednak na osobie Szymona Wydry, któremu jako laureatowi III miejsca dostała się partia solowa w piosence. Szymon więc gra w clipie autostopowicza, który spotyka przypadkiem jadących samochodem swoich przyjaciół (w tych rolach obsadzeni zostali Patrycja Wódz i Kuba Rutnicki), wskakuje na przyczepę ich dżipa i tam śpiewa swoją część utworu. Dojechawszy na miejsce, cała dziesiątka wita się, jak gdyby nie widziała się kilka lat, następnie w spontanicznym szeregu śpiewa refren i jako że zbliża się już wieczór, udaje się biegiem na basen i nielegalnie wskakuje do niego w pełnym umundurowaniu, dodajmy bez konsekwencji, bo gdy nadjeżdża policja, idole znajdują się pod wodą.

Wszyscy dobrze znamy akcje teledysku, ale nie pokuszę się o interpretację, bo mogłabym pogubić się w gąszczu ukrytych treści:-) Trzeba jednak przyznać, że clip ów jest bardzo sympatyczny i ogląda się go z przyjemnością.

 

alge, 26.04.2003

 

Reedycja płyty "Bezczas"

CD + DVD

06.11.2006

"Gdzie jesteś dziś"

"Bezczas"

14.11.2005

"Życie jak poemat"