Menu

Główna
Nowe
Osoby
Historia
Muzyka
Obrazki
Teksty
Media
Prasa
Idee
Koncerty
Spotkania
Fanclub
Zabawki
Sznurki
Alge

Carpe Diem live

 

21.03.2003 Strzegom

Miasto X, Ośrodek Sportu i Rekreacji, godzina Y, pierwszy dzień wiosny, temperatura bliska zeru.

Słońce świeci jak oszalałe, marzanny się topią, szkoły świecą pustkami. Ogólnonarodowe wagary.

Na scenie pod gołym niebem pięciu facetów rozgrzewa swoje instrumenty. Z pewną taką nieśmiałością :-) zaczynają grać dość ostry numer. Niepewność znika, gdy na scenie pojawia się długowłosy brunet. Publiczność widocznie zna tego pana, bo na jego widok wyraźnie się ożywia. Wszystko staje się jasne, gdy z ust owego przybysza zaczyna wydobywać się mieszanka dzwięków i pary. To Szymon Wydra i zespół Carpe Diem.

Półtorejgodzinny koncert zainaugurowany jest kilkoma coverami, nie mija jednak wiele czasu, gdy możemy usłyszeć utwory z pierwszej płyty zespołu. Zgromadzona publiczność, głównie w wieku przedemerytalnym, reaguje energicznymi owacjami na dźwięk największego radiowego przeboju zespołu, nadając mu alegoryczno-podsumowujący tytuł “Do nieba nie chodzę”. Widocznie większość audytorium do nieba nie chodzi, bo czuję w stereo, jak świeżo rozkolportowany tytuł wywołuje radość wśród publiczności, nota bene, radość wylewnie manifestowaną. Ja jednak, przytłoczona mnogością wrażeń, nie reaguję.

Dużo by mówić o profesjonalizmie wśród polskich muzyków, nauczona więc doświadczeniem, nie spodziewałam się akustycznego zamachu terrorystycznego (tudzież jakiegokolwiek zamachu) na moje wyobrażenie o graniu on live w plenerze, tym bardziej w zaistniałych okolicznościach przyrody. A tu proszę – niespodzianka, i to miła! Panowie dokonali rzeczy niebywałej – nie tylko nie zagrali z playbacku, ale przede wszystkim dali popis swoich doskonałych umiejętności i doświadczenia na scenie. Można było się spodziewać, że z ust Szymona, zamiast słów zaczną wydobywać się kostki lodu, tymczasem jego wokal był bez zarzutu, powiem więcej – kolega Wydra po raz kolejny dał z siebie wszystko. Włóżmy więc między bajki historie o tym, jakoby Carpe Diem grało jedynie z playbacku.

O tym, że Szymon jest świetnym wokalistą nie trzeba nikogo informować. Wielkim jednak, i dodajmy – pozytywnym zaskoczeniem okazał się jego zespół, który po raz pierwszy miałam okazję usłyszeć na żywo. Nie jest to jakieś tam Carpe Diem, lecz pięciu wspaniałych muzyków, których w tym miejscu warto, a nawet należy wymienić: Piotrek Żak (gitara), Karol Sionek (klawisze), Zbyszek Suski (gitara), Marcin Limek (gitara) i Piotrek Matysiak (perkusja). Co ważniejsze, nie są przesadą zapewnienia Szymona, że zespół to jego druga rodzina, że właśnie stąd się wywodzi, nietrudno bowiem zauważyć, że panowie są niezwykle zgrani i na scenie rozumieją się bez najmniejszych problemów. Przestaje nas to dziwić, gdy przypomnimy sobie, iż zespół istnieje już jedenasty rok, a Szymon, jako jego najstarszy członek :-), a właściwie założyciel może czuć się duchowym spoiwem Carpe Diem.

No ale nie przesadzajmy z patetyzmem.

Wiadomo wszem i wobec, że nadgorliwość gorsza jest od faszyzmu, dlatego też nie ma nic bardziej zniechęcającego, niż przesadzić z zawartością powagi i patetyzmu w piosenkach. Tak się jednak składa, że utwory Carpe Diem nie mówią o sprawach błachych, są jednak podane w sposób niezwykle przystępny i oszczędny w niepotrzebnej ornamentyce. Nie ma tutaj wielkich słów, keine Grenzen, keine Kriege, etc, jest zaś prosta prawda – prawda tak chętnie dziś zubożana przez wielu autorów tekstów poprzez zawoalowaną metaforykę. Świetny przekaz, jaki dzięki temu ma muzyka zespołu zyskuje jeszcze dzięki szołmeńskiej żyłce Szymona, który z wdziękiem potrafi snuć koncertową opowieść, z dużym wyczuciem rozkładając emocjonalne akcenty. Jak sam mówi, niedosyt lepszy jest niż przesyt, dlatego też choć koncert nie jest imponująco długi, jest jednak spójny i do samego końca zaskakujący. Nas potraktowano “Domowym przedszkolem” i “Panem Tik-Takiem”:-)

Pięknie mi się zaczęła wiosna!

Proszę, nie wierzcie mi na słowo – sami przekonajcie się, że Carpe Diem najlepiej smakuje na żywo! Naprawdę warto wybrać się na ich koncert.

Jeśli wydaje się Wam, że artykuł, który właśnie dobiega końca jest zbyt alternatywny (tzn. subiektywny:-), wykreślcie wszelkie epitety, jakie się w nim pojawiły. Lepiej jednak empirycznie doświadczcie na sobie muzyki Carpe Diem – jestem pewna, że się nią zarazicie.

alge, 21.03.2003

 

 

Reedycja płyty "Bezczas"

CD + DVD

06.11.2006

"Gdzie jesteś dziś"

"Bezczas"

14.11.2005

"Życie jak poemat"