Życie jak poemat
Stara mądrość ludowa mówi, że cierpliwość popłaca... cierpliwe więc oczekiwanie na drugą płytę Szymona Wydry & Carpe Diem nagrodzone zostało nowym utworem „Życie jak poemat”, którego premiery byliśmy świadkami całkiem niedawno. Należałoby więc w związku z tym przyjrzeć się bliżej najnowszemu kawałkowi Carpe Diem, po pierwsze dlatego, że zwiastuje on nowy album zespołu, po drugie, i znacznie, moim zdaniem, ważniejsze, utwór ten zasługuje nie tylko na to, by go słuchać, ale również na to, by o nim mówić. Pozwólcie więc, że się wypowiem.
Otóż, nie ulega wątpliwości, iż jako recenzentka powinnam podejść do utworu z linijką, ekierką, wagą, zważyć, wycenić, ostukać, opukać, a na koniec wystawić cenzurkę. Wybaczcie, jeśli daruję sobie tryskające kompetencją zestawienie plusów dodatnich i plusów ujemnych utworu, i to nie ze względu na to, że po setnym wysłuchaniu „Życie jak poemat” straciłam resztki obiektywizmu i zdrowego rozsądku. Zamiast tego postaram się spojrzeć na drogę, którą podąża Carpe Diem w tym jakże ważnym momencie, w przeddzień wydania drugiej płyty zespołu.
Ordnung muss sein, twierdzą nasi sąsiedzi zza Odry, zacznę więc od tytułu. Myliłby się ten, kto sądzi, iż całym rynkiem tytułów, jakie zalewają nas w dobie ekspansywności informacji, rządzi przypadek i że są one mało istotne. Tytuł bowiem to nie tylko wizytówka utworu (jakiegokolwiek – literackiego czy plastycznego również), ale przede wszystkim pierwszy i, co warte zauważenia, odautorski komentarz do jego treści. Bez wygłaszania teorii na temat znaczenia tytułu w kulturze i sztuce chciałabym jedynie uzmysłowić, iż jest on integralną częścią utworu, jego zapowiedzią, a nierzadko i kluczem do interpretacji (jak w przypadku „Kanibala”). Może być intrygujący, banalny bądź tajemniczy jak Fox Mulder, zastanówmy się jednak, jaki jest w przypadku „Życia jak poemat”? Wątpię, aby kogokolwiek zaintrygował, nie taka jednak jego rola, wręcz przeciwnie, mówi nam on o czymś dobrze znanym. Dobry tytuł na powrót z drugim krążkiem.
Niewątpliwym atutem utworu (choć obiecałam, że nie będę rozbierać go na czynniki pierwsze... A niech to!), jest tekst współautorstwa Szymona Wydry i Anity Nawrockiej. Ilekroć mam okazję pisać o tekstach Carpe Diem, podkreślam zawsze ich bezpośredniość w wyrażaniu myśli, oszczędność stylu, prostotę przekazu, którego siła kryje się przede wszystkim w jednostkowym ujęciu tematu. „O ile łatwiej jest [...] jeżeli w swoim sercu serce masz”. Utwór ten to afirmacja kilku prostych prawd, wypowiedzianych ustami przyjaciela, to remedium na życie bez przesłań („Dobrze jest/ Jeżeli w życiu widzisz głębszy sens”), niezgoda na życie bezrefleksyjne, któremu czasem dajemy się ponieść, zamiast tworzyć swój własny poemat o „kochanym, przeklinanym”, lecz naszym... Odnajduję tutaj owo przesłanie, by nie powiedzieć leitmotiv, przewijające się w twórczości zespołu Carpe Diem: „Tyle jeszcze drogi jest przed nami/ Z tym że trasę wyznaczymy sami/ Po co dalej w miejscu tkwić/ Trzeba żyć” Jedni nazwą to optymizmem, inni wiarą, jeszcze inni pozytywną filozofią. Ja znajduję przekonanie, że tylko my sami jesteśmy w stanie wykreować nasze szczęście, a jedynym ku temu ograniczeniem nie jest bynajmniej splot nieprzychylnych okoliczności, a jedynie rezygnacja z naszych marzeń.
Jeśli chodzi o stronę muzyczną, na nic zdadzą się moje wysiłki, by rzeczowo podejść do sprawy, jest to bowiem jeden z tych utworów, które po przedostaniu się do krwioobiegu zaczynają stanowić jego integralną część. Delikatnie wprowadzona zwrotka kontrastuje z mocniejszym refrenem, idealnie stopniowany emocjonalnie, charakterystyczne dla Carpe Diem brzmienie, wstęp nawiązujący nieco klimatem do „Ty czy ja”... można by długo analizować, nie ma to jednak większego sensu, bo kawałek ten, jak już kiedyś napisałam, przepływa przeze mnie trafiając prosto do serca, z pominięciem jakichkolwiek organów percepcji. Jest to właśnie jeden z tych kawałków, w których bez wątpienia na pierwszy plan wysuwa się głos Szymona, jego interpretacja narzuca niejako i decyduje o charakterze utworu, barwa głosu i wrażliwość, którą znają słuchacze Carpe Diem, a w której za każdym razem można odkryć inne emocje, przynajmniej w moim przypadku zapewnia jedność nadawcy i odbiorcy, spójność przekazu i wywołanych przez niego emocji.
Z całego tego słowotoku zapewne niewiele na razie wynika, poza tym, że zbyt częste słuchanie muzyki musiało negatywnie wpłynąć na moją swobodę wyrażania:-) A tak poważnie, choć nie mam w zwyczaju porównywać ze sobą utworów Carpe Diem, dzielić je na lepsze, bądź lepsze alternatywnie:-), muszę w tym miejscu wyznać, że „Życie jak poemat” zrobiło na mnie ogromne wrażenie, z tym większą więc niecierpliwością czekam na całą płytę zespołu. Jednocześnie, zachęcam wszystkich do pisania, komentowania, polemizowania, dzielenia się swoimi przemyśleniami na temat „Życie jak poemat”
Dodana: środa, 11 maja 2005 Recenzent: alge Wynik:      Odsłon: 6133 Język: pol
|