Lublin, 12.05.06
Jak połączyć przyjemne z pożytecznym? Zrobić coś dla duszy i ciała. Poszaleć, poskakać, pośpiewać. Dać sercu sporą dawkę pozytywnych emocji. Każdy ma swoje sposoby. Nie jeden, lecz kilka. Jednych z moich są koncerty Szymona i Carpe Diem. A kiedy słyszę słowo „Lublin”, moje serce się raduje, a dusza śpiewa. Jeden koncert, a tak wiele pozytywów, radości i myśli. Wieczór. Nie za zimno, nie za ciepło. Po prostu w sam raz. Lubelski amfiteatr w Parku Saskim. Wszyscy czekamy na tą godzinę, na tą chwilę. Nareszcie! Koncert się zaczyna! Czas zacząć zabawę. Na miejscach! Gotowi! Start! Już słychać pierwsze dźwięki „Mojej modlitwy”. No to się bawimy! Przy utworach wszystkim znanych – „Teraz wiem” czy „Czarodzieje”. Jak miło złapać się za ręce i rozkołysać w takt tej magicznej ballady! Do tego pięknie wykonana piosenka o najstarszym zawodzie świata. Tak – o Zegarmistrzu światła purpurowym. I jeszcze coś nowszego – „List od Pana B.” i „Siła wiatru”, Oj, powiało siłą i energią! Tylko złapać wiatr i pędzić do przodu! „Bezczas”... Grany na żywo na koncertach jest zupełnie inny. Bardziej odczuwalny, wyrazisty. Głębiej przenika duszę. Śpiewany wieczorem, gdy słońce schowało się za horyzontem, zyskuje pewną nieodgadniona magię... Taką muzyką porwali publiczność Szymon, Jarek, Karol, Piotrek i Hektor. Tego dnia w Lublinie odbyło się kilka imprez, jednak wiele osób przyszło właśnie tutaj. Posłuchać dobrej muzyki, pobawić się. Odciąć od codzienności, zrelaksować. My po prostu odlecieliśmy! Myślę, że nikt nie żałował tak spędzonego wolnego czasu. Właśnie tutaj, przy dźwiękach i melodiach „Carpii”. „Marzeń nigdy nie dość Tęsknot, pragnień nie dość, Nie dość, nie dość”. Marzę, tęsknię, pragnę. Takich koncertów nigdy nie dość! Dodana: poniedziałek, 15 maja 2006 Recenzent: BoNi Wynik:      Odsłon: 2888
|