Bezczas - co czuję i myślę
Dziś znalazłam sposób, aby uciec przed codziennością. Zapomnieć o kłopotach, obowiązkach, istniejącym świecie. O zegarze na ścianie odmierzającym kolejne upływające minuty mojego życia. Mogę uciec tam, gdzie nie ma sekund, minut, godzin. Dokładniej dzięki nowej płycie Szymona Wydry i Carpe Diem "Bezczas". "I tak trwam tu sam na sam", tylko ja i muzyka. Dźwięki pieszczące moje uszy. I słowa tak mądre i proste zarazem. Ta płyta to dawka przyjemnej muzyki. To piosenki ubarwiane przez przyjemny głos Szymona. Do tego ciekawy podkład. To nie tylko sam wokal, ale też i bardzo ciekawe podkłady. Gra instrumentów. To razem tworzy niesamowitą całość tak przyjemną i wprowadzającą w pozytywny nastrój. Mieszanka jak najbardziej pozytywna. Prawdziwy balsam dla duszy. Porządna dawka optymizmu. Bo choć ostatni anioł już spadł i coraz więcej jest ludzi bezdusznych, którzy zabijają po to, by żyć, to jednak warto żyć, łapać wiatr w żagle. Pomimo całego zła tego świata trzeba chwytać dzień. Moim zdaniem każda piosenka na tym krążku jest inna, ma swój własny przekaz, swój klimat, brzmienie. Każda ma w sobie coś, co nie pozwala na obojętne pominięcie wśród reszty. Wiem jedno, ta płyta jest genialna. Szymon wraz ze Zbyszkiem, Karolem i Jarkiem zrobili kawał naprawdę wspaniałej roboty. Kiedy słucham tego krążka, to czuję, że włożyli w to swoje serca i wiele wysiłku, że muzyka to ich pasja, a nie zawód. To radość, którą mogą dzielić razem ze swoimi bliskimi, przyjaciółmi czy fanami. Choć czasami było ciężko, nie poddali się i po trzech latach wydali kolejne dziecko. Tak bardzo oczekiwane. Myślę, że chyba nikt z osób z tej poczekalni się nie zawiódł. Choć długo to trwało, warto było. Dziś, kiedy tyle jest w polskiej muzyce hip –hopu, rapu, oni nadal są sobą. Grają naprawdę dobrze. Nie gonią za modą. Dziś, gdy gwiazdki takie jak Mandaryna, próbują udawać, że dzięki kasie mogą zawojować świat. Gdy wielu wykonawców śpiewa właściwie o niczym, gdy młodzież przez swą ciekawość nieraz wpada w narkotyki, gdy zaciera się coraz bardziej granica między dobrem, a złem. A bezduszność i obojętność na ludzkie cierpienia coraz bardziej zalewa ludzkie serca. Gdy coraz więcej młodych ludzi myśli o samobójstwie, Szymon próbuje pokazać, że warto żyć. Śpiewa o tym, co dotyczy niejednego z nas. Między innymi właśnie dlatego muzyka Carpe Diem jest nam tak bliska. Tak! Ta muzyka jest jak nałóg. Jednak to pozytywny nałóg, którego nie trzeba leczyć. Więc kończę i uciekam w bezczas. A Szymonowi i CD dziękuję za to, że są! :) Dodana: czwartek, 17 listopada 2005 Recenzent: BoNi Wynik:      Odsłon: 3403 Język: pol
|