Bezczas po raz pierwszy
Letnia, piątkowa noc... Nieco znudzona krzykliwymi występami artystów w klubie "Chicago" niecierpliwie czekam na pojawienie się chłopców z Carpe Diem na scenie. Są, nareszcie. Najpierw już dobrze znane "Życie jak poemat", ale za chwilę... nowy, niesamowity utwór. "Bezczas"... Wsłuchuję się w słowa i wiem, że tej nocy potrzebowałam właśnie tego. Nie da się powstrzymać łez... Słowa o tęsknocie, jakich jeszcze nigdy nie słyszałam.... Bez zbędnego patosu. Najprościej i najpiękniej... Krótkie, zdecydowane zdania. Zwykle nie mówię o tytule, dziś będzie inaczej. Nie da się bowiem przejść obojętnie wobec tak trafnego tytułu. "Bezczas"... Tak bezczas... Bez ukochanej osoby przy boku, nocą "bez gwiazd, wśród łez", gdy "wokół tylko cisza" trwa tylko bezczas, bezsens, beznadzieja... Wszystko przestaje się liczyć...
Do tego ta muzyka. Niesamowita, przejmująca, która wcale się nie narzuca. Jest tłem, ale niezwykle istotnym.
Całość tworzy niezwykły klimat. Dzięki temu "Bezczas" daje do myślenia, zmusza do refleksji... Uświadamia co jest tak naprawdę ważne...Najważniejsze.... Dodana: środa, 13 lipca 2005 Recenzent: Sylwia Bies Wynik:      Link pokrewny: Tekst utworu "Bezczas" Odsłon: 1578
|